.. tak mi przynajmniej cale zycie w Polsce wmawiano...
W Holandii, kraju oszczedzania i liczenia kazdego centa - najwyrazniej jeszcze o tym nie wiedza!
Udalam sie dzisiaj na moja pierwsza wizyte u lekarza (pomijam milczeniem fakt, ze dopiero po 2 latach znalazlam sobie lekarza rodzinnego). Bez obaw..nic mi nie dolega.. tylko procedura mowi, ze skoro wybralam sobie lekarza to musze sie z nim zapoznac, przyjsc potrzasnac lapka i wypelnic ankiete o zdrowiu.
Lekarka z zadowoleniem stwierdzila, ze moja anketa jest popisowa wiec jej tlumacze, ze przed przyjazdem do NL zrobilam sobie full check up i mialam wszystkie dobre wyniki, czuje sie ok, ale od 2 lat nie mialam badanej krwi wiec moze przydaloby sie profilaktycznie sprawdzic, czy wszystko mam dalej w normie..
Dowiedzialam sie, ze w Holandii nie ma praktyki wysylania na badania ludzi, ktorym nic nie dolega (pewnie, bo to kosztuje!) i skoro dobrze sie czuje to powinnam uznac, ze wszytko jest ok i sie nie martwic.
....przy calym naszym kulejacym systemie zdrowotnym zaden lekarz w Polsce mi czegos takiego jeszcze nie powiedzial!
29 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No niestety tak tu jest. Profilaktyka w Holandii boli. Nie rozumieja, że to taniej, a nam się nie uda ich przekonać. Musimy zaakceptować, a jeśli chcemy coś uzyskać to troche trza koloryzować.
OdpowiedzUsuńMnie np. tutaj z alergii "uzdrowili". Na szczęście moja alegria jest niewielka, więc nie ma straty. Potem bałam się, że uzdrowią mnie też z astmy. A bez lekarstwa na astme nie jestem w stanie funkcjonować. Ale na szczęście mnie nie "uzdrowili" i dostałam odpowiednie leki.