Bardzo duzo udalo mi sie w Polsce zalatwic ale niestety nie wszystko. Niestety mam maly problem ginekologiczny i wpierw musze sie wyleczyc a dopiero potem moge pobrac cytologie.
Postanowilam pojsc juz na kontrole w Amsterdamie. Nie bardzo mnie to cieszy bo moja znajomosc slowek medycznych po holendersku jest zerowa, a po angielsku mniej niz srednia i w ogole jakos inaczej sie rozmawia z lekarzem we wlasnym jezyku. Zapisalm sie jednak na wizyte do... leakrza rodzinnego! Okazalo sie, ze jezeli chce sie zapisac do ginekologa to musze wpierw sie udac do lekarza rodzinnego po skierowanie! Tutejszy system jest tak skonstruowany. ze jezeli moga ciebie zatrzymac na etapie lekarza ogolnego to nikt nikogo do specjalisty nie skieruje. Ogolnie rozumiem ta polityke, ale do niektorych specjalistow, do ktorych i tak przynajmniej raz do roku nalezy sie udac, powinni zrobic wyjatek. Jestem bardzo ciekawa jaki pomysl ma lekarz rodzinny na pobranie cytologi.
No i jeszcze ta strata czasu: zamiast isc raz do lekarza, trzeba wedrowki ludow uskuteczniac:)
6 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Sprawa tutejszego systemu zdrowia jest dla nas Polaków troche niepokojąca. Ogólnie wydębić skierowaniedo specjalisty, na badanie to cud. Ale odnośnie cytologii to odkąd przyjechałam w 2007 dostałam zaproszenie na tzw. bevolkingsonderzoek (w ramach, którego wykonują cytologie, na ktory się nie zgłosiłam, potem dostałam jeszcze raz, aż w końcu po paru miesiącach się zgłosiłam. Podejrzewam, że zapraszaliby mnie do skutku.
OdpowiedzUsuń na zawsze