6 stycznia 2010

Troche holenderskiej "literatury"

Mimo swiatecznej bieganiny udalo mi sie przeczytac kilka ksiazek. Na czele listy znalazla sie beznadziejnie glupia ksiazka, holenderskiej autorki pt "Tester mezczyzn". Kupilam ja na lotnisku w Amsterdamie bo stwierdzialam, ze w samolocie nie majac nic innego do roboty najlepiej sie zmotywuje do czytania po holendersku.

Ksiazka opowiada o dziewczynie, ktora zajmuje sie testowaniem mezczyzn na zlecenie innych kobiet. Podpuszcza ich, sprawdza czy dadza sie poderwac, czy beda wierni itd.. o ile opis jest jeszcze w miare intrygujacy to sama ksiazka jest bez sensu, bez mysli przewodniej i bez jakiejs wiekszej glebi..Ksiazka rownie dobrze moglaby miec tytul "wyznania panienki do towarzystwa" chociaz nie.. pewnie sceny lozkowe bylyby w niej o klase lepsze!

Juz wiem dlaczego holendrzy nie maja jakis wybitynych postaci literackich. Nie uznam tego za kompletna strate czasu tylko dlatego, ze przeczytalam ja po holendersku wiec byla to tylko uciazliwa lektura w imie nauki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz