Wrocilam do Amsterdamu i w poswiatecznym ferworze corocznej jeszcze niespelnionej obietnicy, ze zgubie to co w swieta radosnie dojadlam stwierdzilam, ze pojade na rowerze do pracy.
Mroz ciagle trzyma ale ambitnie probowalam uruchomic rower. Niestety pociagnelam za zmarzniety hamulec tak niezrecznie, ze wszystko mi sie doslownie w rekach rozpadlo. Hamulec sie zepsul, raczka odpadla, a kolo dalej jest przymarzniete i ani drgnie. Po pracy spobuje pchnac ta kupe zlomu do warsztatu i moze jeszcze go poskladaja.
W miedzyczasie pozegnalam sie z porannym postanowiem i w drodze do pracy kupilam sobie slodka bulke na sniadanie.
6 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz