22 grudnia 2009

Blog roku!

No dobra, zrobilam to, wlasnie sie zarejstrowalam w konkursie na bloga roku:)

Jeszcze nie doszlam do tego jak tego linka mam w profilu umiescic wiec po najmniejszej lini oporu wrzucam go jako posta!:)

http://www.blogroku.pl/expatinthenetherlands,gw90a,blog.html

21 grudnia 2009

kleski zywiolowe .. te duze i te male....

No i klops.. w obliczu kleski naturalnej jaka najwyrazniej jest w Holandii - 3 stopnie mrozu: Panstwo jest calkowicie sparalizowane!

Nie moge w to uwierzyc, ze przy kilku centymetrach sniegu i minimalnym mrozie nic nie dziala. Pociagi nie kursuja, autobusy nocne zostaly wstrzymane ze wzgledu na niebezpieczne warunki jazdy, tramwaje kursuja co pol godziny.
Jak wysoko rozwiniete panstwo moze byc tak bardzo nieporadne ??

.. juz po..

Jestem juz po corocznym evencie jakim jest swiateczny obiad firmowy. Po tegorocznych peturbacjach w koncu poszlismy do mocno przereklamowanej francuskiej restauracji. Po raz kolejny utwierdzam sie w przekonaniu, ze kuchnia francuska nie nalezy do mojej ulubionej, a wielkosc dania jest odwrotnie proporcionalna do jego ceny!

Zamowilismy "suprise menu" co oznacza tyle, ze dostajemy sezonowe dania, ktorych nie ma w menu (moim zdaniem jest to przeglad tygodnia: czyli resztki, ktorych szef kuchni nie wykorzystal i umiejetnie sie ich pozbywa). O ile w zeszlym roku ta formula sie sprawdzila to tym razem niestety nie mialam szczescia. Na glowne danie podano mieso (chyba z krolika), ktore po jednym kesie odlozylam na bok - to nie moj "cup of tea". Caly obiad skladal sie z 4 malych dan po ktorych ciagle bylam glodna. Pozostale dania byly smaczne ale tez bez zadnych fajerwerkow (jadlam lepsze dania w tanszych restauracjach!).

Niespodzianka roku byl fakt, ze we francuskiej restauracji serwowano wloskie wino!! Swiat sie konczy jak juz we francuskiej knajpie francuskiego wina podac nie potrafia...

17 grudnia 2009

W duchu tradycyjnej swiatecznej atmosfery

Jak co roku firma sponsoruje nam obiad swiateczny w dowolnie wybranej przez nas resturacji. Jak to zwykle bywa przy inicjatywach kolektywnych, nie ma nikogo kto by odwalil czarna robote, za to komentatorow jest bez liku. W koncu nasz kolega zainteresowal sie tematem, znalazl i zabookowal restaracje. Wszyscy sie ucieszylismy, ze klopot mamy z glowy, dopoki ktos rezolutnie sie nie spytal „gdzie idziemy”. Okazalo sie, ze nasz szanowny kolega zabookowal stolik w restaruacji azjatyckiej!!!
Nie mam nic przeciwko tej kuchni ale nijak mi ona nie pasuje do swiatecznej atmosfery. Jako, ze tez bylam w grupie kolektywnych komentatorow i nie ruszylam palcem w kierunku poszukania restaruacji to pomyslalam sobie trudno „asian- it is”

Na szczescie okazalo, ze wszyscy mysla, ze azjatycka knajpa to nie jest dobry pomysl na kolacje firmowa.
W obliczu jedzenia ryzu nagle wszyscy zmienili sie z komentatorow na dzialaczy. Ktos poszedl podpytac sie kolege, czy nie byloby mu przykro..., ktos znalazl inna knajpe, ktos inny zrezygnowal z istniejacej rezerwacji, ktos inny rozeslal update info...itd.
W koncu idziemy do knajpy francuskiej gdzie ceny pewnie sa odwrotnie proporcionalne do wielkosci dania, ale co tam raz do roku firma moze nam zasponsorowac obiad w jakiejs fancy knajpie.
Lepszy slimak niz sajgonka w sosie z weza ;)