Tym razem na powaznie.
Przed chwila dostalam maila od mojej koleznaki, ktora urodzila corke. Ponizej wycinek apropo opieki pielegniarskiej po pordzie:
"Saturday we said good-bye to the nursery-nurse who had worked with us for 8 hours a day since I arrived home from the hospital. She was terrific and got things running like clockwork here (don't know how long that will last before we slip back into our old ways). Its a very Dutch institution to have this kind of postpartum help. Hands-on guidance for feeding, bathing, changing, safety, bed-making, taking temperature etc...but also she prepared meals, changed our beds, tidied, vacuumed, did the washing and ironing!!! Great and she is sorely missed but in a way its nice to have our new family home alone. ."
Chyba pierwszy raz w zyciu dotarlo do mnie na co placimy takie gigantyczne podatki.
Jak mi sie przypominaja opowiesci dziewczyn z Gdanska o totalnym braku zainteresowania naszych pielegniarek, o tym, zeby miec godny porod to trzeba sobie wczesniej polozna oplacic, o tym, ze pielegniarka srodowiskowa powinna sie pojawic w domu ale nie mozna sie zadnej wizyty doprosic itd itp.. to az mi sie przykro robi.
Mam nadzieje, ze kiedys doczekamy sie podobnego standardu uslug.
22 maja 2009
luzne babskie blabla
Probowalyscie kiedys powtorzyc ulozenie fryzury, ktora nam fryzjer za gigantyczne pieniadze zaserwowal?
Ja probowalam:) Moja fryzjerka nawet zrobila mi caly wyklad jak powinnam
suszyc wlosy i jak je potem prostowac wiec wczoraj stwierdzilam, ze chce uzyskac te bajeczny wyglad i ponad godzine meczylam sie z szuszarka i prostownica.
Efekt..hmmm, nawet w 30% nie ma takiego, ktory uznalabym za porzadany!:)))
Stwierdzilam, ze nie warto marnowc godziny dla takich miernych rezulatatow jak po 15 minutach
wyjdzie mi prawie to samo;))
Szkoda tylko, ze wydaje gruba kase na efekt "do pierwszergo mycia".. echhhh
Ja probowalam:) Moja fryzjerka nawet zrobila mi caly wyklad jak powinnam
suszyc wlosy i jak je potem prostowac wiec wczoraj stwierdzilam, ze chce uzyskac te bajeczny wyglad i ponad godzine meczylam sie z szuszarka i prostownica.
Efekt..hmmm, nawet w 30% nie ma takiego, ktory uznalabym za porzadany!:)))
Stwierdzilam, ze nie warto marnowc godziny dla takich miernych rezulatatow jak po 15 minutach
wyjdzie mi prawie to samo;))
Szkoda tylko, ze wydaje gruba kase na efekt "do pierwszergo mycia".. echhhh
19 maja 2009
My Polacy tez jestesmy patalachy!
Tak narzekam na holenderski custom NON service, a my Polacy nie
jestesmy lepsi!!
O godzinie 11 miala przyjsc polska ekipa wycenic nam malowanie biura.
Myslicie, ze sie ktos pojawil? Myslicie, ze ktos zadzwonil z informacja pt. "Sorry cos nam
wypadlo, sorry sie spoznimy"- mrzonki..
Proby dodzwonienia sie do frimy spezly na niczym... bez komentarza...
jestesmy lepsi!!
O godzinie 11 miala przyjsc polska ekipa wycenic nam malowanie biura.
Myslicie, ze sie ktos pojawil? Myslicie, ze ktos zadzwonil z informacja pt. "Sorry cos nam
wypadlo, sorry sie spoznimy"- mrzonki..
Proby dodzwonienia sie do frimy spezly na niczym... bez komentarza...
11 maja 2009
Przewaga dziury zabitej dechami nad Amsterdamem
Wydawaloby sie, ze ja znany szczur miejski nigdy w zyciu takiego zdania nie wyartykuluje. A jednak! Wszyscy wiedza, ze w Holandii mimo bogatych tradycji kupieckich, graniczy z cudem zrobienie zakupow w niedziele. W tygodniu tez nie jest rewelacyjnie bo sklepy sa do 18 czynne, ale na szczescie markety coraz czesciej wieczorem sa otwarte.
O tyle Amsterdam jest wygodny, ze w centrum sklepy i market jest czynny i w niedziele i w swieta. Jezeli ktos chcialby zrobic zakupy w jakiejs dzielnicy to niech pamieta, ze dzien swiety nalezy swiecic i juz!
Wczoraj za to mialam mega niespodzianke. Pogoda dopisywala wiec postanowilam w koncu zobaczyc amsterdamska plaze. Zandvoort to dziura zabita dechami, ale plaza jest, knajpki sa - jest dobrze. Nie nazwalabym tego kurotem roku, a poza sezonem wyglada to jak opustoszale miesteczko (pewnie w sezonie wcale nie jest lepiej), ktore w dni wolne przyjmuje amsterdamczykow uciekajacych od palacych trawe weekendowych turystow.
No dobra - moze to i dziura, ale market i wszystkie wieksze sklepy sa w niej czynne!
Dlaczego tak nie moze byc w Amsterdamie?? Dlaczego??
8 maja 2009
Udaje sie po wize - ten dzien
W koncu nadszedl ten dzien. Przychodze, patrze, a przed brama tlum ludzi bo Ambasade otwieraja o 8.30. Przychodzi ochroniarz i ustawia rzedy:
1. Obywatele US
2. Osoby bez elektycznych devices (ufff dobrze, ze wyczytalam, ze nie warto komorki i i-poda ze soba taszczyc)
3. Pozostali
To, ze masz spotkanie na 8.45 nic nie zanaczy bo wpuszczaja wedlug powyzszej kolejki. Podchodzisz do domofonu i glosno musisz powiedziec imie i nazwisko, w jakim celu sie zjawiasz oraz w jaki sposob umawialas sie na spotkanie. Oni to sprawdzaja, pancerna brama sie otwiera i dopiero wtedy jestes wpuszczona na teren ambasady. Od razu obszukuje Ciebie ochroniarz, konfiskuje duze torby itd, wszystko odbywa sie kulturalnie (pomiajm fakt, ze ta cala procedura traci paranoja ale oki.), potem Pan na recepcji takze wpuszcza osoby pojedynczo (zaznaczam, ze jeszcze nie weszlam do ambasady bo te wszystkie procedury sa na zew!), po raz kolejny ogladaja Ci torebke, daja numerek i przechodzisz przez bramke (taka jak na lotnisku). W KONCU jestes w Ambasadzie:). Potem to juz wyglada doslownie jak na poczcie. Czekasz z numerkiem i jak Ciebie wywolaja to podchodzisz do okienka. Cale szczescie bylam za 4 osobami, ktore tez elektroniki nie mialy, a obywatele US poszli do innego pomieszczenia. Okienek jest 4 ale pracuje tylko numer 1 i 4. Podchodzisz wpierw do pierwszego. Babka kaze Ci zeskanowac odciski palcow, zaplacic za wize i spr. czy masz kpl dokumentow. Wracasz na swoje miejsce, a oni chyba obrabiaja te dokumenty bo za jakis czas Pan z okienka numer 4 ciebie wola, jeszcze raz pobiera odcisk i informuje, ze dostaniesz wize za 3-4 dni. Gotowe.
Kolega z pracy mnie nastraszyl, ze sprawdzaja wszystkie dokumenty, wiec mam wziasc moj kontrakt, umowe najmu, wyciag bakowy itd (taka sama informacja jest zreszta na stronie ambasady), ale mnie nikt o nic nie spytal. Koles z okienka numer 4 tylko zapytal kiedy jade i stwierdzil, ze mam sie nie martwic bo do sierpnia w Meksyku juz powinno byc ok.
Inne osoby byly bardziej przepytywane, dwie osoby przede mna donosily jakies dokumenty, ale albo ja mialam szczescie, albo obietnica, ze wiz nam nie zniosa ale maksymalnie ulatwia procedury jest prawdziwa.
1. Obywatele US
2. Osoby bez elektycznych devices (ufff dobrze, ze wyczytalam, ze nie warto komorki i i-poda ze soba taszczyc)
3. Pozostali
To, ze masz spotkanie na 8.45 nic nie zanaczy bo wpuszczaja wedlug powyzszej kolejki. Podchodzisz do domofonu i glosno musisz powiedziec imie i nazwisko, w jakim celu sie zjawiasz oraz w jaki sposob umawialas sie na spotkanie. Oni to sprawdzaja, pancerna brama sie otwiera i dopiero wtedy jestes wpuszczona na teren ambasady. Od razu obszukuje Ciebie ochroniarz, konfiskuje duze torby itd, wszystko odbywa sie kulturalnie (pomiajm fakt, ze ta cala procedura traci paranoja ale oki.), potem Pan na recepcji takze wpuszcza osoby pojedynczo (zaznaczam, ze jeszcze nie weszlam do ambasady bo te wszystkie procedury sa na zew!), po raz kolejny ogladaja Ci torebke, daja numerek i przechodzisz przez bramke (taka jak na lotnisku). W KONCU jestes w Ambasadzie:). Potem to juz wyglada doslownie jak na poczcie. Czekasz z numerkiem i jak Ciebie wywolaja to podchodzisz do okienka. Cale szczescie bylam za 4 osobami, ktore tez elektroniki nie mialy, a obywatele US poszli do innego pomieszczenia. Okienek jest 4 ale pracuje tylko numer 1 i 4. Podchodzisz wpierw do pierwszego. Babka kaze Ci zeskanowac odciski palcow, zaplacic za wize i spr. czy masz kpl dokumentow. Wracasz na swoje miejsce, a oni chyba obrabiaja te dokumenty bo za jakis czas Pan z okienka numer 4 ciebie wola, jeszcze raz pobiera odcisk i informuje, ze dostaniesz wize za 3-4 dni. Gotowe.
Kolega z pracy mnie nastraszyl, ze sprawdzaja wszystkie dokumenty, wiec mam wziasc moj kontrakt, umowe najmu, wyciag bakowy itd (taka sama informacja jest zreszta na stronie ambasady), ale mnie nikt o nic nie spytal. Koles z okienka numer 4 tylko zapytal kiedy jade i stwierdzil, ze mam sie nie martwic bo do sierpnia w Meksyku juz powinno byc ok.
Inne osoby byly bardziej przepytywane, dwie osoby przede mna donosily jakies dokumenty, ale albo ja mialam szczescie, albo obietnica, ze wiz nam nie zniosa ale maksymalnie ulatwia procedury jest prawdziwa.
7 maja 2009
Polacy udaja sie po wize - dzien przed
Jutro mam spotkanie w ambsadzie po moja wize, a dzisiaj rano dostalam reminder o tym wznioslym wydazeniu! :)
Oto tekst przypomnienia:
"Dear applicant,
Tomorrow you will have an appointment with the Consulate to apply for a visa. It is essential to prepare thoroughly for your visa interview; depending on the type of visa you are applying for, documentary requirements can be substantial. We advise you therefore to review your preparations by double checking the visa application instructions offered on our website....."
Tomorrow you will have an appointment with the Consulate to apply for a visa. It is essential to prepare thoroughly for your visa interview; depending on the type of visa you are applying for, documentary requirements can be substantial. We advise you therefore to review your preparations by double checking the visa application instructions offered on our website....."
..instrukcja jak dla dziecka I swear! :)
Irlandczycy sa the best:)!
“My body is my temple and must be well taken care of”
Taka to odpowiedz otrzymalam od mojego irlandzkiego kolegi, ktoremu zaproponowalam ciastko zbozowe (wiem, wiem to zbrodnia zaproponowac mezczyznie cokolwiek light lub zdrowego):))). TC stwierdzil, ze to nie jest jadalne i poszedl do sklepu po czym przyniosl czekoladowe batoniki.
Jestem psuj
Okazalo sie, ze przepis na zepsucie zmywarki jest mega prosty. Mianowicie NIE NALEZY jej uzywac. Wczoraj moj landlord on i moja landlord ona ponad polgodziny nad moja nieszczesna zmywarka stali i debatowali. Poruszali wszystkim co sie dalo i o cudzie zmywarka zadzialala! Nastepnym razem zanim spanikuje, ze znowu cos napsulam wpierw zaczne krecic wszystkim co sie da :) W kazdym razie mam zalecenie CODZIENNIE uzywac zmywarke, wlasnie po to zeby omijac tego typu problemy. Oczywiscie nie zamierzam tego robic bo co - mam niby dwa talerze zmywac?? Pomijam fakt oszczednosci energii i wody…
6 maja 2009
Jestesmy uzaleznieni od maszyn.. czyli jak zdezorganizowac miasto szybko i skutecznie
Postanowilam pojsc po jakies zakupy. Zanim udalam sie do sklepu, potrzebowalam wyciagnac gotowke z bankomatu. Proste, prawda?:) Wrecz banalne - ale tylko i wylacznie wtedy kiedy bankomaty ING w miescie dzialaja! W centrum jest ich zdecydowana wiekszoc (chyba po przejeciu postbanku wszystko zmienili na pomaranczowe logo ING). Pech chcial, ze maja jakas usterke I ZADEN z nich nie dziala. Zrezygnowana polazlam na plac Dam do Rabobanku. A tam kolejka przynajmniej na 30 osob do bankomatu!!! W ABN Amro to samo!!! Olalam i stwierdzilam, ze zaplace karta, a o gotowke pomartwie sie pozniej!;)
Nasza ambasada to najlepiej poinformowana instytucja panstwowa...
Zabookowalam sobie wakacje. 2 lata nigdzie nie bylam, a pakowalm sie tylko z okazji kolejnej przeprowadzki wiec stwierdzilam, ze spelnie swoje najwieksze marzenie i zarezerwowalam sobie wycieszke objazdowa po ruinach Majow. 7 maja mam spotkanie w ambasadzie US bo bede sie starala o wize. Lot mam bezposrednio do Meksyku ale babka w agencji mi powiedziala, ze moze sie zdarzyc, ze wsadza nas we wczesniejszy lot przez Miami. Prawdopodobienstwo jest nikle ale wole sie zabezpieczyc (zakladam optymistycznie, ze wize dostane) – Jezu sama jeszcze nie wierze, ze zabookowalam ta podroz! Wniosek wizowy jest calkiem prosty i raczej zadnej niespodzianki w nim nie ma, za to procedura wejscia do ambasady to dlugi tekst pt. "czego mam NIE nosic". Moge zapomniec o mojej komorce, wiekszej torebce, jakims napoju i ... dalej juz mi sie odechacialo to czytac.
W kazdym razie chcialam juz na 100% sie upewnic, ze wizy do Meksyku, Hondurasu, Gwatemali i Belize nie potrzebuje (w internecine wszedzie jest napisane, ze nie, ale wiadomo jak wiarygodny potrafi byc internet) wiec zadzwonilam do naszej ambasady w Hadze. "Pomocna Pani konsul" wpierw burknela, ze mam sobie to w internecine sprawdzic (!!) a po moim komentarzu, ze sprawdzilam, ale chce sie upewnic (bo wycieczka jest droga i nie chce zadnych niespodzianek na granicy), nasza konsul stwierdzila, ze przeciez moge podzwonic po konsulatach tych panstw i sie sama popytac!!!! Przysiegam, ze rece mi opadly - to ma byc nasza pomoc za granica??? Udalo mi sie jednak przekonac babke do sprawdzenia danych i wyobrazcie sobie, ze nasz konsulat twierdzi, ze potrzebujemy wize do Belize a najblizsze jednostki konsularne, ktore ja wydaja sa w Brukseli i Wiedniu!!!! Na wszystkich stronach internetowych jest podana informacja, ze my tych wiz nie potrzebujemy wiec postanowailm sie upewnic "u zrodla". Dodzwonilam sie do konsutalu Belize w Brukseli i sie dowiedzialam, ze Polacy (czlonkowie UE) wizy NIE potrzebuja!
Wychodzi na to, ze dokladniejsze informacje mozna znalezc w internecie a jednostka, ktora powinna miec najbardziej aktualne dane nie ma pojecia o tym co nam potrzeba przekracajac granice roznych panstw!! Bez komentarza!
W kazdym razie chcialam juz na 100% sie upewnic, ze wizy do Meksyku, Hondurasu, Gwatemali i Belize nie potrzebuje (w internecine wszedzie jest napisane, ze nie, ale wiadomo jak wiarygodny potrafi byc internet) wiec zadzwonilam do naszej ambasady w Hadze. "Pomocna Pani konsul" wpierw burknela, ze mam sobie to w internecine sprawdzic (!!) a po moim komentarzu, ze sprawdzilam, ale chce sie upewnic (bo wycieczka jest droga i nie chce zadnych niespodzianek na granicy), nasza konsul stwierdzila, ze przeciez moge podzwonic po konsulatach tych panstw i sie sama popytac!!!! Przysiegam, ze rece mi opadly - to ma byc nasza pomoc za granica??? Udalo mi sie jednak przekonac babke do sprawdzenia danych i wyobrazcie sobie, ze nasz konsulat twierdzi, ze potrzebujemy wize do Belize a najblizsze jednostki konsularne, ktore ja wydaja sa w Brukseli i Wiedniu!!!! Na wszystkich stronach internetowych jest podana informacja, ze my tych wiz nie potrzebujemy wiec postanowailm sie upewnic "u zrodla". Dodzwonilam sie do konsutalu Belize w Brukseli i sie dowiedzialam, ze Polacy (czlonkowie UE) wizy NIE potrzebuja!
Wychodzi na to, ze dokladniejsze informacje mozna znalezc w internecie a jednostka, ktora powinna miec najbardziej aktualne dane nie ma pojecia o tym co nam potrzeba przekracajac granice roznych panstw!! Bez komentarza!
Przyjazne banki cd...
Po polaczeniu ING i Postbank myslalam, ze moge wszystkie sprawy bankowe w jakiejkolwiek placowce zalatwic (taka przynajmniej byla informacja, ktora bank radosnie swoim klientom rozsylal, udowodniajac nam przyszle korzyscie z tej fuzji). Well.. nic bardziej mylnego.. poszlam do pobliskiej bylej placowki Postbank zalatwic drobra rzecz…Niestety, oni wprawdzie widza moj rachunek (to jest chyba to usprawnienie), ale nic na nim zrobic nie moga. Ja jestem former ING i musze z wszystkim do oryginalnego oddzialu ING sie udac!!!! To by bylo na tyle z “ulatwiania zycia” innym:). Spedzilam 20 minut zanim babka sie w ogole pokapowala, ze zadnych operacji na moim rachunku ona wykonywac nie moze!
Recenzenci i .... wszystko jasne
“Czy ten romans skończy się ślubem? I jakie będą jego konsekwencje?”
Co za idiota taki opis zaproponowal i na dodatek jeszcze opublikowal?? Tyle w tym temacie…
Co za idiota taki opis zaproponowal i na dodatek jeszcze opublikowal?? Tyle w tym temacie…
5 maja 2009
Cenne porady pracownicze - czyli jak przezyc 8 godzinny dzien pracy w Holandii
Po dwoch latach w Holandii w koncu znalazlam sposob na to, jak spowolnic swoja prace!! NARESZCIE! Kluczem do sukcesu jest......... dezorganizacja.
Procedura jest nastepujaca:
Zabieram sie do jednej rzeczy po czym zamiast ja zrobic od poczatku do konca to robie przerwy na maila, sprawdzenie prywatnej poczty, poczytanie newsow itd.. w ten sposob osiagam poziom holenderskiej “efektywnosci” :)
lunche biurowe
Oo... finasowy poszedl na lunch z siostra.. 2 godziny temu:) Genialnie, nie ma co!… My jeszcze jakies skrupuly pracownicze mamy i sie w ramach ustalonego czasu przerwy trzymamy ale jak zwykle sa rowni i rowniejsi wsrod nas!
Kamien milowy
No prosze – PIERSZY raz od mojego przeniesienia ROZGORZALA DYSKUJSA w tym biurze!!!!!! Na serio!! Zaczelismy rozmawiac o religii (cienka linia wiem, wiem). Jako, ze nowy jest zydem, ja katoliczka, holendrzy niewierni/protestanci wiec generalnie nasza dysputa moglaby posluzyc za przykladowa lekcje teologii:) hmmm.. cos ostatnio sie poruszam w tych niebianskich tematach;ppp
Z zycia szczura biurowego
Uffff.. wlasnie przerobilam z JM cala lekcja pt “Balance Sheet dla opornych” po czym na sam koniec radosnie mu oswiadczylam, ze moze za 2, 3 projekty cos z tego zrozumiem:)JM tylko westchnal i stwierdzil, zebym nie wpychala nos w audyt finansowy i wtedy bedzie dobrze :)) Cale szczescie nikt ode mnie nie oczekuje tej wiedzy wiec chodze i mecze wszystkich a oni potulnie robia potrzebne mi obliczenia ;)))
Tekst roku
No myslalam, ze nie wytrzymam.. Irlandzkie biuro dzisiaj zawitalo w nasze skromne progi i zostaje przez kilka dni (z finansowym jada jutro na jakies spotkanie w glab kraju– uff). Cos zaczeli z SM gadac i MT mowi, ze oni w Dublinie w ciszy siedza i tylko tutaj jest TAKIE ROZGADANE BIURO!!!!!!!!
Zakrztusilam sie herbata (tak, tak dzisiaj pozegnalam sie z kawa na rzecz herbaty!!)..doslownie….
Zakrztusilam sie herbata (tak, tak dzisiaj pozegnalam sie z kawa na rzecz herbaty!!)..doslownie….
4 maja 2009
Te palanty konsultanci...
Duza miedzynarodowa firma konsultingowa robi u nas projekt...Pozwole, swoja opinie o palantach konsultantach napisac. Wlasnie odwalilam robote za jakiegos goscia, ktory przepisze moj document i uwzgledni go w raporcie ze swoim podpisem.. Ten fakt wytknelam dzisiaj finasowemu. Placimy grupe miliony za przepisywanie tego co my im podtykamy pod nos.
Wczoraj dostalam dalesze zapytanie o firmy (ktore juz im wczesniej dalam i opisalam), a na dodatek wybrali te, ktore nie sa reprezentacyjne!!! Zlosliwie sie spytalam czy ktos z ich ramienia chociaz raczyl sprawdzic liste bo juz mialam ochote wpisac jakas fikcyjna i zobaczyc czy tez o nia ktos sie spyta!!!
Dzisiaj wyslalm te pliki, ktore oni chcieli i napisalam zlosliwego maila, ze mniemam, ze maja oni pojecie, ze to namiastka naszej konkurencji i to w dodatku nie najwazniejsza. Nasz projekt manager niestety to wykasowal i zmienil na “polite form” z notatka dostaja tylko to o co prosili!
Wczoraj dostalam dalesze zapytanie o firmy (ktore juz im wczesniej dalam i opisalam), a na dodatek wybrali te, ktore nie sa reprezentacyjne!!! Zlosliwie sie spytalam czy ktos z ich ramienia chociaz raczyl sprawdzic liste bo juz mialam ochote wpisac jakas fikcyjna i zobaczyc czy tez o nia ktos sie spyta!!!
Dzisiaj wyslalm te pliki, ktore oni chcieli i napisalam zlosliwego maila, ze mniemam, ze maja oni pojecie, ze to namiastka naszej konkurencji i to w dodatku nie najwazniejsza. Nasz projekt manager niestety to wykasowal i zmienil na “polite form” z notatka dostaja tylko to o co prosili!
A teraz dostalam odp od tego kretyna konsultanta, ktory przekleil moje imie z poprzedniego maila a dalej pisal juz maila "w odpowiedzi".. mogl chociaz czcionke zmienic na jednolita.. a nie pokazywac, ze imienia nie potrafi przeliterowac..
Z moja znajomoscia angielskiego niestety oblalabym mature!
Zastanawiam sie czy smiac czy plakac….
Z nudow zaczelam sobie robic probna mature z jezyka angielskiego na poziomie rozszerzonym.. Well.. komunikujac sie codzienie w jezyku angielskim (nie bede w tym momencie wymieniac posiadanych certyfikatow itd), oficjalnie zawiadamiam, ze.. OBLALABYM ten egzamin!
No moze wypowiedz pisemna by mnie podratowala.. TYLKO moze!
Pewnie pare lat temu jakbym byla na biezaca ze slowotworstwem i transformacjami to bym dala rade ale teraz posluguje sie jezykiem, ktory MI WYSTARCZA do codziennej komunikacji, a ktory najzwyczajniej nie wystarcza, zeby zdac w pl mature!
Z nudow zaczelam sobie robic probna mature z jezyka angielskiego na poziomie rozszerzonym.. Well.. komunikujac sie codzienie w jezyku angielskim (nie bede w tym momencie wymieniac posiadanych certyfikatow itd), oficjalnie zawiadamiam, ze.. OBLALABYM ten egzamin!
No moze wypowiedz pisemna by mnie podratowala.. TYLKO moze!
Pewnie pare lat temu jakbym byla na biezaca ze slowotworstwem i transformacjami to bym dala rade ale teraz posluguje sie jezykiem, ktory MI WYSTARCZA do codziennej komunikacji, a ktory najzwyczajniej nie wystarcza, zeby zdac w pl mature!
Tyle z krainy nudlandi
Biednemu wiatr w oczy wieje
Wczoraj wlepiono mi moj pierwszy holenderski mandat! Baba przylapala mnie na jezdze bez swiatel. Przysiegam, ze myslalam, ze one byly wlaczone ale cos tam nie zaskoczylo a ona akurat kolo mnie przejezdala. Jazda bez swiatel kosztuje 20 EUR! Echh.. Pomijam juz fakt, ze po raz pierwszy w zyciu dostalam mandat za jazde na rowerze ;)
odszczekuje wszystko co nagadalam o mim szefie!!!
Zapamietajcie sobie (i pisze to oficjalnie i zostawiam na papierze!!), ze jezeli kiedykolwiek w zyciu fukne na TexG, mialkne, nawet sprobuje pocichutku jeknac to macie pelne pozwolenie mnie za to zwymyslac!!!!!
Story to follow jest takie.. siedzimy rano w biurze i finansowy jeszcze raz zaczal sie pytac jak “obstawiamy” biuro w swieta. No i TexG mowi, ze on moze byc, 30 i 31. Finasowy zaczal kombinowac razem z nim, ze on 30 tez moze i w sumie to zostaje im 29 do pokrycia. W koncu ja sie wtracilam i mowie, ze przeciez ja bede 29 rano w biurze wiec nie ma problemu. Na to TexG mowi do mnie, zebym sie nie wyglupiala i zmienila termin wylotu bo nikt mnie nie bedzie rozliczal z jednego dnia, a przeciez nie bede tutaj sama w Sylwestra siedziala! No wiec mowie mu, ze ja wczoraj sprawdzilam i przebukowanie lotu jest dorgie itd.. on sie na mnie spojrzal i mowi: “Przeciez chcesz spedzic ten czas z przyjaciolmi. Po prostu przebukuj sobie ten bilet i po sprawie”. No i tak zrobilam… jutro jeszcze musze zalatwic bilet kolejowy i cholera zostaje w domu na cale 2 tygodnie!!!!!!!!!!!!!!!!!! I ciesze sie jak cholera! Jeszcze nie moge w to uwierzyc.
Story to follow jest takie.. siedzimy rano w biurze i finansowy jeszcze raz zaczal sie pytac jak “obstawiamy” biuro w swieta. No i TexG mowi, ze on moze byc, 30 i 31. Finasowy zaczal kombinowac razem z nim, ze on 30 tez moze i w sumie to zostaje im 29 do pokrycia. W koncu ja sie wtracilam i mowie, ze przeciez ja bede 29 rano w biurze wiec nie ma problemu. Na to TexG mowi do mnie, zebym sie nie wyglupiala i zmienila termin wylotu bo nikt mnie nie bedzie rozliczal z jednego dnia, a przeciez nie bede tutaj sama w Sylwestra siedziala! No wiec mowie mu, ze ja wczoraj sprawdzilam i przebukowanie lotu jest dorgie itd.. on sie na mnie spojrzal i mowi: “Przeciez chcesz spedzic ten czas z przyjaciolmi. Po prostu przebukuj sobie ten bilet i po sprawie”. No i tak zrobilam… jutro jeszcze musze zalatwic bilet kolejowy i cholera zostaje w domu na cale 2 tygodnie!!!!!!!!!!!!!!!!!! I ciesze sie jak cholera! Jeszcze nie moge w to uwierzyc.
Nie obedzie sie bez kolejnego postu o dutch custom non service
Zadzwonilam na call center ING i znowu sie spotkalam z slynna holenderska “obsluga klienta”. Znalazlam minimalne srodki na moim polskim rachunku i zadzwonilam do banku dowiedziec sie jakie informacje potrzebuje, zeby przelew na moj rachunek holenderski wykonac. “Rezolutna panienka”po yyyy, eeee, yyy stwierdzila, ze numer rachunku wystarczy!?!?!? (przysiegam, ze albo oni tych ludzi z infolini nie szkola albo zatrudniaja idiotow – sklaniam sie przy wersji numer 2). No wiec JA jej podpowiadam, ze moze IBAN lub SWIFT code potrzebuje.. Na co uslyszalam kolejne yyyyyyyyyyyyyyy. W koncu babka sie zaczela kogos pytac o co mi chodzi i odeslala mnie do strony internetowej swift.nl?!?!?!. NO comment.......
standardowy dzien pracy w koncernie
Ja od rana hibernuje, ale pocieszjace jest to, ze finasowy I TexG tez hibernuja. Kazdy z nas siedzi nad kawa, ziewa i prawie zasypia….Ja w myslach ciagle leze w lozku i wlasnie przewracam sie na drugi bok.
Ooo…TexG wzial sie do roboty, bo zaczal sie ruszac i cos drukowac. Ja ziewam i pisze maila, a finasowy tylko i wylacznie ziewa!
Ooo…TexG wzial sie do roboty, bo zaczal sie ruszac i cos drukowac. Ja ziewam i pisze maila, a finasowy tylko i wylacznie ziewa!
Echh.. my kobiety...
Dzisiaj rano jechalm do pracy i radosnie jak zwykle przejechalam czerwone swiatlo i przemknelam bezczelnie przed autobusem. Na moje nieszczescie nie zauwazylam policji stojacej na przeciwko. MEGA..powtarzam… MEGA przystojny Policjant mnie zatrzymal. Juz myslalm, ze dostane swoj pierwszy manadat w tym kraju. Mysle wiec, ktora “bieda mine” zastosowac (chociaz mnie wszysycy ostrzegali, ze tutaj z policjantami sie w dyskusje nie wchodzi) a on do mnie mowi: ”Please, please be careful.. it is very slippery today”. No…., zadna kobieta mi nie powie mi, ze by nie zmiekla kiedy mega fajny facet cos takiego na sam poczatek dnia powie! Ja w kazdym razie z mega ogromnym usmiechem na twarzy dojechalam do pracy.. tak, tak wiem…my kobiety jestesmy porabane!;)
mala rzecz a cieszy
Ha! Znowu poszlam do tego sklepu z kielbasianymi kanapkami i kolejny raz zaliczylam przyzwoity kawalek wedliny!
Cos mi sie wydaje, ze na stale wpisze to miejsce w moje luchowe wyprawy!
Cos mi sie wydaje, ze na stale wpisze to miejsce w moje luchowe wyprawy!
dochodzenia cd..
Aaa i mam kolejny dowod na to, ze zachodnie szkoly produkuja bezmyslne, zolwie pracownicze! Wczoraj na holenderskim gadalismy o gazetach. Lektorka przyniosla kilka gazet i w parach mielsmy napisac ile stron jest poswieconych na newsy: regionalne, ogolnoholenderskie, zagraniczne, finansowe i sportowe. Siedzialam w parze z belgijka, ktora robi teraz 2 fakultet na uniwerku w amsterdamie.
JA: wzielam gazete, popatrzylam na numeracje ston i to co kolo nich pisze – bo jak wiecie i pewnie sami byscie zrobili - zawsze przy numerze stropny podaja, ktora to sekcja gazety!
ONA: zaczela czytac gazete!!!! sprawdzac o czym sa artykuly, po to tylko zeby wynotowac prosta ilosc stron!!!!
Pomijam fakt, ze gazeta jest o klase dla nas za trudna, to mi cwiczenie zajelo 2 minuty, a ona nawet 2 stron w tym czasie nie zdazyla wynotowac!!! No comment…
JA: wzielam gazete, popatrzylam na numeracje ston i to co kolo nich pisze – bo jak wiecie i pewnie sami byscie zrobili - zawsze przy numerze stropny podaja, ktora to sekcja gazety!
ONA: zaczela czytac gazete!!!! sprawdzac o czym sa artykuly, po to tylko zeby wynotowac prosta ilosc stron!!!!
Pomijam fakt, ze gazeta jest o klase dla nas za trudna, to mi cwiczenie zajelo 2 minuty, a ona nawet 2 stron w tym czasie nie zdazyla wynotowac!!! No comment…
Holenderskie pracownicze zolwie
No i nareszcie mam dowod, na to co od zawsze tutaj podejrzewalam! Holendrzy to pracowniczne zolwie!!!!
Od rana, RK, TexG i ja wypelniamy to nasze claim form. Ja zdazylam przeczytac newsy w internecie, napisac mega dlugiego maila, przeczytac wszystkie inne maile, wypelnic cala forme, dac do podpisu I IOE do przelania. IOE juz zdazyl mi zrobic przelew!Juz pisze kolejnego maila, a oni ciagle ogladaja swoje rachunki. Ogladaja to najlepsze slowo bo ja wszystko co mam i co mi firma powinna zaplacic, wkladam do szafki, wyjmuje i wypisuje a RK i TexG juz zdazyli sie pokrecic po calym biurze w poszukiwaniu swoich rachunkow. Kazdy rachunek ogladaja bardzo uwaznie, zanim go wklepia do formy. Jest prawie 11 (usiedlismy do tego rownoczesnie o 8!!) i jestem bardzo ciekawa kiedy oni skoncza swoja procedure. Ide o zkalad, ze w najlepszym wypadku przed lunchem!! Slowo daje, ja bym to za nich juz 3 razy wypelnila!!! Mam ochote sprawdzic, o ktorej kazdy z nich da do podpisu swoja forme!
Od rana, RK, TexG i ja wypelniamy to nasze claim form. Ja zdazylam przeczytac newsy w internecie, napisac mega dlugiego maila, przeczytac wszystkie inne maile, wypelnic cala forme, dac do podpisu I IOE do przelania. IOE juz zdazyl mi zrobic przelew!Juz pisze kolejnego maila, a oni ciagle ogladaja swoje rachunki. Ogladaja to najlepsze slowo bo ja wszystko co mam i co mi firma powinna zaplacic, wkladam do szafki, wyjmuje i wypisuje a RK i TexG juz zdazyli sie pokrecic po calym biurze w poszukiwaniu swoich rachunkow. Kazdy rachunek ogladaja bardzo uwaznie, zanim go wklepia do formy. Jest prawie 11 (usiedlismy do tego rownoczesnie o 8!!) i jestem bardzo ciekawa kiedy oni skoncza swoja procedure. Ide o zkalad, ze w najlepszym wypadku przed lunchem!! Slowo daje, ja bym to za nich juz 3 razy wypelnila!!! Mam ochote sprawdzic, o ktorej kazdy z nich da do podpisu swoja forme!
Nieszczesny Hobby sklep...
Nieszczesny bo telepiesz sie autobusem do Amsterdam Noord. Nie znam tak dobrze Amsterdamu ale jestem pewna, ze to jedna z najgorszych dzielnic! Wyglda to jak szare pokomunistyczne otoczenie. Doslownie druga kategoria Amsterdamu. Roznica jest szokujaca bo wyjezdzasz z kolorowego centrum, przejezdzasz tunel i znajdujesz sie w zupelnie innym swiecie. GORSZYM swiecie. Hobby sklep znajduje sie w centrum handlowym, ktore wyglada jak jakies nasze podrzedne wiejskie targowisko. Na nieszczescie to jedyny tego typu sklep w Amsterdamie wiec przyjdzie mi co jakis czas powtarzac ta wycieczke...Na szczescie zrobilam genialne zakupy :))
Odkrycie roku!
Wlasnie wrocilam z kanapka z pobliskiego baru..i… wyobrazcie sobie, ze wzielam jakas wariacje na temat kielbasy i nie chce zapeszac ale cholera smakuje prawie jak nasza! Oni chyba jakis wyrob wlasny maja, ale niestety nie mozna sobie 10-20 dag kupic na wlasny uzytek. Bede czesciej tam zachodzic bo wlasnie spalaszowalam ze smakiem cala kanapke i jest mi malo! Przysiegam pierwszy raz trafilam tutaj na jadalna kielbase! Mysle, czy nie czmychnac po kolejna…
To biuro robi sie naprawde zdrowo zlosliwe:)
Doczekalam sie: ZDROWEJ ZLOSLIWOSCI I PRZYTYKU W PRACY!! :) HURRA
Dzwoni moj szef wiec mu mowie, ze wieczorem ide do kasyna. Na co otrzymalam komentarz:
ON: Malgosia wez 100 EUR i zostaw porfel w domu.
JA: bardzo dziekuje, nie wierzysz w to, ze moge wygrac! (Oczywiscie z tonem lekko nafoszonym)
ON: Ja tylko zaznaczam, ze jak przegrasz za duzo to przez nastepne pol roku sobie nowych butow nie kupisz!
JA: to wtedy przyjde do Ciebie o podwyzke
ON (ze smiechem): No wlasnie tego sie najbradziej obawiam;)))
No moze to nie jest zlosliwosc roku, ale mega slodki krok do przodu.
Dzwoni moj szef wiec mu mowie, ze wieczorem ide do kasyna. Na co otrzymalam komentarz:
ON: Malgosia wez 100 EUR i zostaw porfel w domu.
JA: bardzo dziekuje, nie wierzysz w to, ze moge wygrac! (Oczywiscie z tonem lekko nafoszonym)
ON: Ja tylko zaznaczam, ze jak przegrasz za duzo to przez nastepne pol roku sobie nowych butow nie kupisz!
JA: to wtedy przyjde do Ciebie o podwyzke
ON (ze smiechem): No wlasnie tego sie najbradziej obawiam;)))
No moze to nie jest zlosliwosc roku, ale mega slodki krok do przodu.
1 maja 2009
dissapintment roku
Wybrobowalismy nasz grzejnik i co sie okazalo……….. to nie jest grzejnik tylko wiatrak, ktory ochladza powietrze!!!!!!!!!!!!!!!!
Misja – grzejnik ciagle na tapecie!
Misja – grzejnik ciagle na tapecie!
odkrycie roku
W naszym biurze od miesiaca jest zimno! Wstalam rano z mocnym postanowieniem, ze dzisiajeszy dzien zakoncze z grzejnikiem stojacym w biurze.
Przyszlam do biura i oczywiscie jak sie cieplej zrobilo na zew. to I w biurze jest dosc znosnie! Stwierdzilam, ze I tak wezme sie za szukanie grzejnika bo nie ma szans, ze ta temperatura sie nie utrzyma przez dluzszy czas. Zaatakowalam wpierw finansowego, ktory rozlozyl rece i stwierdzil, ze on nie ma pojecia gdzie mozna poszukac grzejnika!!!! Po czym przeszlam do frontalnego ataku na J (nie zdazylam mu powiedziec dzien dobry tylko z miejsca wystrzelilam, GDZIE moge isc kupic grzejnik I O KTOREJ otwieraja sklep :)) J sie na mnie spojrzal zdziwiony, tak ci zimno?? Po czym stwierdzil, ze DLACZEGO nie wezme sobie grzejnika z board roomu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
2 dni w kurtce przesiedzialam, a okazalo sie za my mamy grzejnik na miejscu!!!!!!!!!!!! Zadowolona, przytaszczylam grzejnk do mojego biurka, ale na razie jest dosc cieplo wiec go nie otwieram. Nie wyglada on super bezpiecznie wiec stwierdzilismy z finansowym, ze to tymczasowe rozwiazanie, bo i tak bedziemy szukac normalnego grzejnika.
Ale efekt jest jeden… MAM GRZEJNIK….humor mi podskoczyl o 10 stopni, wrocilam do mojej “normalnej” ironii, mecze chlopakow moim gadaniem i jest mi dobrze..
Przyszlam do biura i oczywiscie jak sie cieplej zrobilo na zew. to I w biurze jest dosc znosnie! Stwierdzilam, ze I tak wezme sie za szukanie grzejnika bo nie ma szans, ze ta temperatura sie nie utrzyma przez dluzszy czas. Zaatakowalam wpierw finansowego, ktory rozlozyl rece i stwierdzil, ze on nie ma pojecia gdzie mozna poszukac grzejnika!!!! Po czym przeszlam do frontalnego ataku na J (nie zdazylam mu powiedziec dzien dobry tylko z miejsca wystrzelilam, GDZIE moge isc kupic grzejnik I O KTOREJ otwieraja sklep :)) J sie na mnie spojrzal zdziwiony, tak ci zimno?? Po czym stwierdzil, ze DLACZEGO nie wezme sobie grzejnika z board roomu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
2 dni w kurtce przesiedzialam, a okazalo sie za my mamy grzejnik na miejscu!!!!!!!!!!!! Zadowolona, przytaszczylam grzejnk do mojego biurka, ale na razie jest dosc cieplo wiec go nie otwieram. Nie wyglada on super bezpiecznie wiec stwierdzilismy z finansowym, ze to tymczasowe rozwiazanie, bo i tak bedziemy szukac normalnego grzejnika.
Ale efekt jest jeden… MAM GRZEJNIK….humor mi podskoczyl o 10 stopni, wrocilam do mojej “normalnej” ironii, mecze chlopakow moim gadaniem i jest mi dobrze..
jestem rasistka
Wyszlo bardzo glupio i teraz TG bedzie przepraszal naszego Pana od sprzatania.
W sumie nie powiedzial niczego co by nie bylo prawda bo poszlo o komentarz, ze my Polacy czarnych nie lubimy. Wczoraj jak o tym gadalismy to ja stwierdzilam, ze my po prostu nie jestesmy przyzwyczaieni do imigrantow a sami jako narod jestemy lekko zakompleksieni i najzwyczajniej w swiecie negujemy to co inne. Moze ostro to brzmi ale w moim przekonaniu jest w tym sporo prawdy. Ale tez nie bede sie wybielac i robic swietej tolerancyjnej bo jak widze tych wszyskich obijajacych sie imigrantow, na ktorych my placimy podaki i ich utrzymujemy to mi sie noz w kieszeni otwiera. Ale mi tutaj nie chodzi o kolor skory tylko lenistwo i podejscie do pracy. Do naszego pana od sprzatania nic nie mam..zarabia na swoj chleb.. wiec mysle, ze naleza mu sie przeprosiny za nasz durny i niesprawiedliwy komentarz.
W sumie nie powiedzial niczego co by nie bylo prawda bo poszlo o komentarz, ze my Polacy czarnych nie lubimy. Wczoraj jak o tym gadalismy to ja stwierdzilam, ze my po prostu nie jestesmy przyzwyczaieni do imigrantow a sami jako narod jestemy lekko zakompleksieni i najzwyczajniej w swiecie negujemy to co inne. Moze ostro to brzmi ale w moim przekonaniu jest w tym sporo prawdy. Ale tez nie bede sie wybielac i robic swietej tolerancyjnej bo jak widze tych wszyskich obijajacych sie imigrantow, na ktorych my placimy podaki i ich utrzymujemy to mi sie noz w kieszeni otwiera. Ale mi tutaj nie chodzi o kolor skory tylko lenistwo i podejscie do pracy. Do naszego pana od sprzatania nic nie mam..zarabia na swoj chleb.. wiec mysle, ze naleza mu sie przeprosiny za nasz durny i niesprawiedliwy komentarz.
na kacu robi sie najlepszy biznes
Mielismy sie spotkac na sniadanie o 8.00
8.05 – nie ma go
8.10 dalej go nie ma
8.15 cholera on sie nigdy nie spoznia – zadzwonilam do jego pokoju.. Odebral..
JA: “zyjesz???”
ON: “tylko w polowie”
JA; “To zbierz ta zywa polowe na sniadanie bo mamy spotkanie za 45 minut”.
Spotkalismy sie na sniadaniu za te 84 PLN, na ktorym przyssalismy sie do butelki z woda i ledwo co przegryzlismy jakies ochlapy bo zadne z nas nie bylo w stanie zjesc czegokolwiek :))
Doslwonie dowleklismy sie na to mega wazne spotkanie po czym klapnelismy w konferencyjnej i przyssalismy sie do kolejnej butelki z woda. Przysiegam, ze zawsze zamawiamy kawe a tego dnia nie rozstalismy sie z woda nawet na minute. Facet z firmy przyszedl i jak zaczal gadac to nie mogl skonczyc! Ja w polowie spotkania stracilam zdolnosc koncentracji, a glowa mi tak pekala, ze w koncu nie wytrzymalam i poprosilam o tabletke. TexG nie wygladal lepiej. Plan, byl taki, ze po tym spotkaniu mykamy do hotelu na drzemke i wracamy na kolejne spotkanie. Plan pozostal planem bo facet gadal jak nakrecony do naszego 2 spotkania. Mysmy tam siedzieli ledwo zywi i staralismy sie robic jakiekolwiek wrazenie. Teraz probujemy napisac raport ze spotkania ale wychodzi na to, ze kazde z nas pamieta cos innego (nie ma to jak profesjonalny zespol ;pp co nie?). Potem mielismy 2 spotkanie z ludzmi z bankietu. Na szczescie oni byli w takim samym stanie co my i tez siedzieli z butelkami z woda :)Tylko posrednik byl w formie i zdawal sie w ogole nie pojmowac tego co sie obok niego dzieje...
Po spotkaniu, ledwo zywi popedzilismy do hotelu i ja pozegnalam zakupy bo sie walnelam do lozka a TexG pozegnal silownie (polewalam z niego, ze do PL wzial rzeczy treningowe) i tez sie zaszyl w swoim pokoju.
8.05 – nie ma go
8.10 dalej go nie ma
8.15 cholera on sie nigdy nie spoznia – zadzwonilam do jego pokoju.. Odebral..
JA: “zyjesz???”
ON: “tylko w polowie”
JA; “To zbierz ta zywa polowe na sniadanie bo mamy spotkanie za 45 minut”.
Spotkalismy sie na sniadaniu za te 84 PLN, na ktorym przyssalismy sie do butelki z woda i ledwo co przegryzlismy jakies ochlapy bo zadne z nas nie bylo w stanie zjesc czegokolwiek :))
Doslwonie dowleklismy sie na to mega wazne spotkanie po czym klapnelismy w konferencyjnej i przyssalismy sie do kolejnej butelki z woda. Przysiegam, ze zawsze zamawiamy kawe a tego dnia nie rozstalismy sie z woda nawet na minute. Facet z firmy przyszedl i jak zaczal gadac to nie mogl skonczyc! Ja w polowie spotkania stracilam zdolnosc koncentracji, a glowa mi tak pekala, ze w koncu nie wytrzymalam i poprosilam o tabletke. TexG nie wygladal lepiej. Plan, byl taki, ze po tym spotkaniu mykamy do hotelu na drzemke i wracamy na kolejne spotkanie. Plan pozostal planem bo facet gadal jak nakrecony do naszego 2 spotkania. Mysmy tam siedzieli ledwo zywi i staralismy sie robic jakiekolwiek wrazenie. Teraz probujemy napisac raport ze spotkania ale wychodzi na to, ze kazde z nas pamieta cos innego (nie ma to jak profesjonalny zespol ;pp co nie?). Potem mielismy 2 spotkanie z ludzmi z bankietu. Na szczescie oni byli w takim samym stanie co my i tez siedzieli z butelkami z woda :)Tylko posrednik byl w formie i zdawal sie w ogole nie pojmowac tego co sie obok niego dzieje...
Po spotkaniu, ledwo zywi popedzilismy do hotelu i ja pozegnalam zakupy bo sie walnelam do lozka a TexG pozegnal silownie (polewalam z niego, ze do PL wzial rzeczy treningowe) i tez sie zaszyl w swoim pokoju.
viva polonia i nasze bankiety
Profesjonalna wizyta biznesowa w naszym kraju wyglada nastepujaca:
DZIEN PIERWSZY: targi krowie i bankiet…
Dolecielismy do Warszawy i zameldowalismy sie w tym nieszczesnym Marriocie…moim zdaniem ten hotel jest stanowczo przereklamowany! Tzn.. nie ma sie do czego przyczepic, ale jak idziesz do mcdonalda to nie oczekujesz nic wiecej poza mcdonaldem, a jak bulisz taka fortune za pokoj to… moim zdaniem fajerwerkow tam nijak nie bylo (o sniadaniu pozniej ;p), no ale zostawilismy rzeczy i poszlismy na te nieszczesne targi… okazalo sie, ze firma, ktora nas zaprosila w dosc oryginalny sposob sie wystawia. Robia tak mimi restauracje ze szwedzkim stolem i wszystkich zgarniaja na poczestunek. No wiec przyszlismy, usiedlismy i od razu kazano nam zaladowac talerze i nas dokarmiano. To nie bylo takie najgorsze bo jedzenie bylo pierwsza klasa, ale MD zakladu od razu nas sie spytal czy nam nie polac :)))) Nie bylo jeszcze 12! Za pierwszym razem stanowczo sie oparlismy wiec wybralismy sie na obchod targow, jak juz wrocilismy to nie bylo bata.. polowka pojawila sie na stole. Ja “wywalczylam” wino ale TG dostal juz drinka. Chcieli nam dalej polewac ale zrecznie sie wykrecilismy, ze niby zmeczeni itd i sie zwinelismy do hotelu….
Wieczorem mielismy isc na bankiet.
Umowa byla taka:
TG do mnie… Malgosia nie pijemy za duzo bo rano mamy wazne spotkanie.
JA: Wchodzimy, ladnie sie usmiechamy, small talk, dobre wrazenie i po 2 godzinach wychodzimy mowiac, ze jestemy zmeczeni bo poranny lot itd…
Ja sobie wymyslislm, ze jak ok 22 sie zwiniemy to sie jeszcze z Ola zobacze. Mialam do niej zadzwonic przy wyjsciu i ona miala podjechac do centrum na drinka.
To byl plan, a rzeczywistosc….
Weszlismy na bankiet, ktory mial byc z zalozenia sztywna impreza.. a okazalo sie, ze to typowo polska impreza - przysiegam cos jak nasze polskie wesele. Doslownie porwano nas do stolika, naladowanao jedzenia (na dobry podklad;p) i zaczeto nam polewac. Ja popijalam drinki ale nad TG nikt sie nie litowal dostawal 50 jedna po drugiej! Przy pierwszej to sie jeszcze krztusil, ale juz po chwili nabral wrpawy w piciu. Za TG wziela sie jedna laska z dzialu sprzedazy i tak go dziewczyna zakrecila, ze mi o malo co szczeka nie opadla (i nie on sie wcale a wcale nie opieral…wrecz przeciwnie – mr. Professional sie rozkrecil - nareszczie :)))))!! TG bardzo dobrze tanczy, wiec jak ktos mi powie, ze facet jest G to ja juz nigdy w to nie uwierze. Zreszta juz sie troche wyszkolil bo jak po jego KOLEJNYM tancu z piersiasta blondyna (przysiegam faceci sa helpless) mu powiedzialam, ze niezle tanczy to sie tylko usmiechnal i stwierdzil, ze jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiem (bravo, bravo, bravo)
Efekt byl taki, ze ja prowadzilam niezle wstawionego TG do hotelu. HA!
Well to koniec pierwszego dnia… next time.. nasz very important meeting…
DZIEN PIERWSZY: targi krowie i bankiet…
Dolecielismy do Warszawy i zameldowalismy sie w tym nieszczesnym Marriocie…moim zdaniem ten hotel jest stanowczo przereklamowany! Tzn.. nie ma sie do czego przyczepic, ale jak idziesz do mcdonalda to nie oczekujesz nic wiecej poza mcdonaldem, a jak bulisz taka fortune za pokoj to… moim zdaniem fajerwerkow tam nijak nie bylo (o sniadaniu pozniej ;p), no ale zostawilismy rzeczy i poszlismy na te nieszczesne targi… okazalo sie, ze firma, ktora nas zaprosila w dosc oryginalny sposob sie wystawia. Robia tak mimi restauracje ze szwedzkim stolem i wszystkich zgarniaja na poczestunek. No wiec przyszlismy, usiedlismy i od razu kazano nam zaladowac talerze i nas dokarmiano. To nie bylo takie najgorsze bo jedzenie bylo pierwsza klasa, ale MD zakladu od razu nas sie spytal czy nam nie polac :)))) Nie bylo jeszcze 12! Za pierwszym razem stanowczo sie oparlismy wiec wybralismy sie na obchod targow, jak juz wrocilismy to nie bylo bata.. polowka pojawila sie na stole. Ja “wywalczylam” wino ale TG dostal juz drinka. Chcieli nam dalej polewac ale zrecznie sie wykrecilismy, ze niby zmeczeni itd i sie zwinelismy do hotelu….
Wieczorem mielismy isc na bankiet.
Umowa byla taka:
TG do mnie… Malgosia nie pijemy za duzo bo rano mamy wazne spotkanie.
JA: Wchodzimy, ladnie sie usmiechamy, small talk, dobre wrazenie i po 2 godzinach wychodzimy mowiac, ze jestemy zmeczeni bo poranny lot itd…
Ja sobie wymyslislm, ze jak ok 22 sie zwiniemy to sie jeszcze z Ola zobacze. Mialam do niej zadzwonic przy wyjsciu i ona miala podjechac do centrum na drinka.
To byl plan, a rzeczywistosc….
Weszlismy na bankiet, ktory mial byc z zalozenia sztywna impreza.. a okazalo sie, ze to typowo polska impreza - przysiegam cos jak nasze polskie wesele. Doslownie porwano nas do stolika, naladowanao jedzenia (na dobry podklad;p) i zaczeto nam polewac. Ja popijalam drinki ale nad TG nikt sie nie litowal dostawal 50 jedna po drugiej! Przy pierwszej to sie jeszcze krztusil, ale juz po chwili nabral wrpawy w piciu. Za TG wziela sie jedna laska z dzialu sprzedazy i tak go dziewczyna zakrecila, ze mi o malo co szczeka nie opadla (i nie on sie wcale a wcale nie opieral…wrecz przeciwnie – mr. Professional sie rozkrecil - nareszczie :)))))!! TG bardzo dobrze tanczy, wiec jak ktos mi powie, ze facet jest G to ja juz nigdy w to nie uwierze. Zreszta juz sie troche wyszkolil bo jak po jego KOLEJNYM tancu z piersiasta blondyna (przysiegam faceci sa helpless) mu powiedzialam, ze niezle tanczy to sie tylko usmiechnal i stwierdzil, ze jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiem (bravo, bravo, bravo)
Efekt byl taki, ze ja prowadzilam niezle wstawionego TG do hotelu. HA!
Well to koniec pierwszego dnia… next time.. nasz very important meeting…
przeniesienie numeru.. story cd...
Moje przedpoludnie zakonczylam stekiem wyzwisk pod kierunkiem jakiegos kolesia na call center w T-Mobile! Moj numer w dalszym ciagu nie jest przeniesiony i dalej ktos ma z tym problem i nie potrafi mi powiedziec dlaczego nie mozna tego zrobic. Puscialm taka wiazanke przez telefon, ze "you stupid idiot" bylo komplementem na sam poczatek mojego wywodu!
Nie lubie Holandii dzisiaj.
Nie lubie Holandii dzisiaj.
Polacy nie gesi......
Zarezerwowalam hotel w Warszawie.
Czy wy wiecie, ze ceny w Asmterdamie sa nizsze niz w Wawie? W koncu udalo mi sie ustalic ze nasza spolka mam znizke w Poloni. Zadowolona do nich zadzwonilam, ale niestety okazalo sie, ze nie ma juz wolnych miejsc!
No wiec spimy z TG w Marriocie za koszmarne pieniadze i to BEZ SNIADANIA. Baba mi laskawie powiedziala, ze sniadanie jest ekstra za…84!!!! PLN. Ja sie tylko spytalam - Co oni serwuja w tej cenie – jajka przepiorcze????? Jakos nie wyobrazam sobie przejesc 84 pln za sniadanie..
Co mnie oburzylo to fakt, ze dzwoniac na infolinie Marriota w POLSCE, odzywa sie glos po angielsku!!!! Pytam sie grzecznie Pana, dlaczego slyszac polskie imie i nazwisko mowi do mnie po angielsku.
W odpowidzi uslyszalam, ze to hotel sieciowy i oni maja obowiazek rozpoczynania rozmowy po angielsku!!!
Przyznaje, ze nie bardzo to rozumiem. Nie mozna tego zorganizowac jak wszedzie czyli "for english press 1, obsluga w jezyku polskim 2". Jeszcze jestesmy w Polsce i naszym oficjalnym jezykiem jest POLSKI i dzwonic do kraju chcialabym poslugiwac sie moim ojczystym jezykiem, a nie wyuczonym.
Czy wy wiecie, ze ceny w Asmterdamie sa nizsze niz w Wawie? W koncu udalo mi sie ustalic ze nasza spolka mam znizke w Poloni. Zadowolona do nich zadzwonilam, ale niestety okazalo sie, ze nie ma juz wolnych miejsc!
No wiec spimy z TG w Marriocie za koszmarne pieniadze i to BEZ SNIADANIA. Baba mi laskawie powiedziala, ze sniadanie jest ekstra za…84!!!! PLN. Ja sie tylko spytalam - Co oni serwuja w tej cenie – jajka przepiorcze????? Jakos nie wyobrazam sobie przejesc 84 pln za sniadanie..
Co mnie oburzylo to fakt, ze dzwoniac na infolinie Marriota w POLSCE, odzywa sie glos po angielsku!!!! Pytam sie grzecznie Pana, dlaczego slyszac polskie imie i nazwisko mowi do mnie po angielsku.
W odpowidzi uslyszalam, ze to hotel sieciowy i oni maja obowiazek rozpoczynania rozmowy po angielsku!!!
Przyznaje, ze nie bardzo to rozumiem. Nie mozna tego zorganizowac jak wszedzie czyli "for english press 1, obsluga w jezyku polskim 2". Jeszcze jestesmy w Polsce i naszym oficjalnym jezykiem jest POLSKI i dzwonic do kraju chcialabym poslugiwac sie moim ojczystym jezykiem, a nie wyuczonym.
dutch custom non service cd...
Telefon kupilam juz jakis czas temu i od razu poprosilam o przeniesienie starego numeru.
No wiec wlasnie ochrzanilam kogos w T-Mobile. Minelo juz kilka tygodni (choc numer mial byc w 2 tygodnie przeniesiony!!) wiec w koncu zniecierpliwiona zadzwonilam spytac sie na jakim etapie jest moje zlecenie. Laska ze zdziwieniem stwierdzila, ze nie ma takiego w ogole takiego zapytania w systemie?!?!?! Nie szkodzi, ze dostalam od nich list, ze dadza mi znac o przenosinach SOON. W koncu dziewczyna wpisala jeszcze raz moja prosbe i tym razem ma to potrwac TYLKO 8 dni. Mowilam ze ten facet w sklepie nie byl rezolutny...echhh
No wiec wlasnie ochrzanilam kogos w T-Mobile. Minelo juz kilka tygodni (choc numer mial byc w 2 tygodnie przeniesiony!!) wiec w koncu zniecierpliwiona zadzwonilam spytac sie na jakim etapie jest moje zlecenie. Laska ze zdziwieniem stwierdzila, ze nie ma takiego w ogole takiego zapytania w systemie?!?!?! Nie szkodzi, ze dostalam od nich list, ze dadza mi znac o przenosinach SOON. W koncu dziewczyna wpisala jeszcze raz moja prosbe i tym razem ma to potrwac TYLKO 8 dni. Mowilam ze ten facet w sklepie nie byl rezolutny...echhh
kreatywnie w biurze
Taaa ten porywajacy dzien zaczal sie nawet niezle.. w koncu zabralam sie za szukanie materialow, o ktore prosil mnie P. Well… skonczylam po calych 15 minutach bo znalazlam strone z linkami do calej biblioteki na ten temat!!!!!!!!!!!
No ale zaraz dostalam maila, czy znam jakas tam firme i czy moge zebrac o niej informacje.. nawet sie ucieszylam z zadania… znalazlam nazwe firmy..otwieram..i… ZALAMKA… ja juz ta firme opracowalam miesiac temu :(((((((((((((
Wobec tego zabralam sie za bardziej kreatywne zajecie – mianowicie szukanie przepisu na obiad! To mi zajmie przynajmniej wieksza chwile!!! No i jeszcze uswiadomilam sobie, ze przez to, ze jechalam tramwajem nie wzielam mojej torby z plaszczem przeciwdeszczowym i co najwazniejsze z drugim sniadaniem. Siedze i czekam do lunchu a kiszki mi marsza graja. Cholera szukanie przepisu w tym wypadku jest mniej niz srednim pomyslem…
No ale zaraz dostalam maila, czy znam jakas tam firme i czy moge zebrac o niej informacje.. nawet sie ucieszylam z zadania… znalazlam nazwe firmy..otwieram..i… ZALAMKA… ja juz ta firme opracowalam miesiac temu :(((((((((((((
Wobec tego zabralam sie za bardziej kreatywne zajecie – mianowicie szukanie przepisu na obiad! To mi zajmie przynajmniej wieksza chwile!!! No i jeszcze uswiadomilam sobie, ze przez to, ze jechalam tramwajem nie wzielam mojej torby z plaszczem przeciwdeszczowym i co najwazniejsze z drugim sniadaniem. Siedze i czekam do lunchu a kiszki mi marsza graja. Cholera szukanie przepisu w tym wypadku jest mniej niz srednim pomyslem…
czego mozna sie dowiedziec na imprezie firmowej..
W czwartek bylam na obiedzie w Sheratonie. Niby elegancie spotkanie firmowe, a przerodzilo w kolejena pijacka impreze (na szczescie ja tym razem znalazlam umiar i wszystko pamietam, chociaz moze lepiej by bylo jakbym nie pamietala ;pp). Gralismy w gre pt "nigdy nie robilem..."co oznaczalo tyle, ze jak sie cos kiedys zrobilo to nalezy powiedziec zaprzeczenie i jezeli jest w grupie osoba, ktora to tez to samo robila to pije drinka. Nie musze wszystkim mowic, ze po pierwsze jest to wymowka do pica a po drugie jak na poczatku polecialy nudne zdania pt "nigdy nie przeklinalem na szefa" to po chwili wszyscy zmienili temat i przeszli na seks i
...... z przykroscia stwierdzam, ze prowadze bardzo ustatkowane i NUDNE zycie :)))).
Newsy wieczoru to:
1 J uprawial seks w naszym biurze z dwiema blizniaczkami???!!!!
2.C po jakiejs imprezie wyladowal z wibratorem w tylku (!!!!!!!!!!!). Jak wszyscy sie zaczelismy smiac i stwierdzilismy, ze tego nikt nie przebije to on nam na to tekst, czy my W OGOLE wiemy jak sie nalezy bawic!!!
3.M w trakcie audytu w jednej ze spolek wyladowala w samochodzie i uprawiala seks z jednym finansowym dywizji.
Wrocilam do domu po 3, po czym zaliczylam milego smsa od TG, ze mam sie nie przejmowac szybkim przyjsciem do pracy bo on tez bedzie pozniej. Generalnie w piatek wszyscy przywleklismy sie do biura po 10. TG stwierdzil,
ze on calego dnia nie wytrzyma po czym o 12 sie zwinal do domu (Przeklinalama go setnie bo ja nie mam juz urlopu, zeby sie zerwac).
...... z przykroscia stwierdzam, ze prowadze bardzo ustatkowane i NUDNE zycie :)))).
Newsy wieczoru to:
1 J uprawial seks w naszym biurze z dwiema blizniaczkami???!!!!
2.C po jakiejs imprezie wyladowal z wibratorem w tylku (!!!!!!!!!!!). Jak wszyscy sie zaczelismy smiac i stwierdzilismy, ze tego nikt nie przebije to on nam na to tekst, czy my W OGOLE wiemy jak sie nalezy bawic!!!
3.M w trakcie audytu w jednej ze spolek wyladowala w samochodzie i uprawiala seks z jednym finansowym dywizji.
Wrocilam do domu po 3, po czym zaliczylam milego smsa od TG, ze mam sie nie przejmowac szybkim przyjsciem do pracy bo on tez bedzie pozniej. Generalnie w piatek wszyscy przywleklismy sie do biura po 10. TG stwierdzil,
ze on calego dnia nie wytrzyma po czym o 12 sie zwinal do domu (Przeklinalama go setnie bo ja nie mam juz urlopu, zeby sie zerwac).
juz nie pije z moim szefem...
Asia przyjechala mnie odwiedzic. Wybralysmy sie na drinka z ludzmi z mojej pracy. Generalnie myslalam, ze zapomna o tym, albo nic z tego nie wyjdzie ale wszyscy sie spotkalismy w knajpie po pracy. Well….To co mialo byc grzecznosciowym drinkiem przerodzilo sie w pijacka impreze, po ktorej urwal mi sie film w kolejnej knajpie, w ktorej nawet nie wiem dokladnie gdzie byla! Mialam mega kaca moralnego bo WYDAJE mi sie, ze nagadalam TG, ze jest sztywny, beznadziejny, nie chwali nikogo i ze ja zasluguje na wiecej!!!!!!!
Na udobruchanie go kupilysmy mu z Asia kubek zwyciezcy i zabawna pocztowke ala certyfikat, ktory wypisalysmy tekstem ze gratulujemy wygranej w kategorii ponad stu kg itd…. (TG wiozl mnie i Asie na rowerze przez caly Amsterdam, co na pewno nie bylo przyjemne skoro obydwie bylysmy mega wstawione, razem jestemy mega annoying no i wazmy wiecej niz te 100kg!:))Wydaje mi sie, ze mialysmy wziasc taksowke, ale upralysmy sie, ze pojedziemy tramwajem i chcialaysmy, zeby nas podwiozl na przystanek. To chyba pamietam, a jak to sie stalo, ze nas odwizol do domu to juz jest mega problemem bo mam "black hole in my memory". Za to pamietam, ze jak zwleklysmy sie z jego roweru to usiadlysmy na lawce obok i PROBOWALYSMY zapalic papierosa po czym z mega pijackimi ruchami nie moglysmy go odpalic.
Mam mocne postanowienie, ze NIGDY juz z nimi nie bede pila z szefem bo cholera jak sie upijesz ze swoimi to jest inna bajka, a jak musialam spojrzec w twarz szefowi wiedzac, ze sie zasluguje na mega chlodne potraktowanie to moja cala pewnosc siebie sie skurczyla to wielkosci okruszka..
Na szczescie TG pokazla mega klasa i jak sobie cos pomyslal to zachowal to dla siebie bo zachowuje sie normalnie (chyba prezent naprawde go troche zmiekczyl).
Na udobruchanie go kupilysmy mu z Asia kubek zwyciezcy i zabawna pocztowke ala certyfikat, ktory wypisalysmy tekstem ze gratulujemy wygranej w kategorii ponad stu kg itd…. (TG wiozl mnie i Asie na rowerze przez caly Amsterdam, co na pewno nie bylo przyjemne skoro obydwie bylysmy mega wstawione, razem jestemy mega annoying no i wazmy wiecej niz te 100kg!:))Wydaje mi sie, ze mialysmy wziasc taksowke, ale upralysmy sie, ze pojedziemy tramwajem i chcialaysmy, zeby nas podwiozl na przystanek. To chyba pamietam, a jak to sie stalo, ze nas odwizol do domu to juz jest mega problemem bo mam "black hole in my memory". Za to pamietam, ze jak zwleklysmy sie z jego roweru to usiadlysmy na lawce obok i PROBOWALYSMY zapalic papierosa po czym z mega pijackimi ruchami nie moglysmy go odpalic.
Mam mocne postanowienie, ze NIGDY juz z nimi nie bede pila z szefem bo cholera jak sie upijesz ze swoimi to jest inna bajka, a jak musialam spojrzec w twarz szefowi wiedzac, ze sie zasluguje na mega chlodne potraktowanie to moja cala pewnosc siebie sie skurczyla to wielkosci okruszka..
Na szczescie TG pokazla mega klasa i jak sobie cos pomyslal to zachowal to dla siebie bo zachowuje sie normalnie (chyba prezent naprawde go troche zmiekczyl).
ja tylko potrzebuje gotowki...
Ja chcialam tylko wyplacic pieniadze z bankomatu, po czym ze zdumieniam zobaczylam, ze zamiast gotowki, polyka mi karte a na ekranie pojawia sie komunikat, ze karte mi konfiskuja a ja mam sie skontaktowac z bankiem!!!!!!!!!
Wszystkie bankomaty w okolicy maja emergenyc numer na budce opsany i wytluszczony tylko nie ING!
Znalazlam w koncu numer z pomoca Snadera, dzwonie na infolnie ale okazalo sie, ze ING ma tylko dzienne numery!!!
Cale szczescie udalo mi sie przez inny bank zablokowac karte - a ING dziekujemy za przyjazna obsluge klienta;pp
Wszystkie bankomaty w okolicy maja emergenyc numer na budce opsany i wytluszczony tylko nie ING!
Znalazlam w koncu numer z pomoca Snadera, dzwonie na infolnie ale okazalo sie, ze ING ma tylko dzienne numery!!!
Cale szczescie udalo mi sie przez inny bank zablokowac karte - a ING dziekujemy za przyjazna obsluge klienta;pp
fascynujace zadania biurowe
No a apropo “fascynujacych zajec” to od wczoraj zbieram informacje o firmie WIDMO doslownie. Ktos z zarzadu przyslal maila pt; czy ktos cos wie, czy ktos cos slyszal…” no i oczywiscie spadlo szukanie informacji na mnie i TG - bo przeciez aqusition MUSI cos wiedziec. Firma istnieje pod kilkoma nazwami, nie ma po niej prawie zadnego sladu w necie.. nie moza dosjsc do powiazan finansowych i zaleznosci, bo wszystko to co znajdujesz jest sprzeczne! W koncu wydalam pieniadze firmy (na nazwisko TG :))), zeby kupic bezwartosciowy raport z netu . No i jeszcze sie okazlo, ze ja klikajac na rozne rzeczy w tym raporcie dokupilam kilka kolejnych bezwartosciowych informacji. Ta strona tak dziala, ze masz mozliwosc klikniecia i bez ostrzezenia przekierowuje Ciebie na strone, na ktorej masz informacje,ktore kupilas!!!!!! TG podszedl do tego bardzo spokojnie, bo jak sie spytalam o co chodzi z tym “awaiting pricing confirmatiom” to tylko powiedzial, ze nastepnym razem kupuje na swoje inicjaly :)))).
zakupy na poprawe humoru;)
Ha.. no to poprawilam sobie humor. Wracalam z lunchu i zobaczylam kozaki na wystawie… well.. moja karta kredytowa zwija sie wlasnie z bolu, a ja jestem szczesliwa posiadaczka rozowych kozakow :) Tak, tak kupilam jasnorozowe kozaki!!!!
Pogoda tez sie skopala, ale ja mam glupawy usmiech na twarzy bo wielka blyszczaca torba stoi obok mnie. Jak na zlosc mam dzisiaj czerwona gore wiec nie moge ich od razu ubrac… no coz juto przyjdzie na nie pora. Jupiiiiiiiiii
No i prosze cale dublinskie biuro sie nam przed chwila zwalilo na glowe. Powod: 1 GODZINNE spotkanie z finansowym. Nie kumam takiej polityki. Koszty przylotu 3 osob po to, zeby sie zobaczyc. Nie mozna bylo conference call zorganizowac? Sean i Monika tylko mrukneli pod nosem, ze ktos sie chce poczuc wazny i akurat w tym temacie sie z nimi calkowicie zgadzam.
Jezu ale sie szum w biurze zrobil. Normalnie bym sie cieszyla, ale oni gadaj o wynikach i lecacej na leb gieldzie. W MORDE misia nawet nie chcac byc w temacie.. nie mam wyboru bo informacje do mnie dochodza! Juz chyba wole jak o pilce gadaj bo przynajmniej wiem, ze jest cos wiecej na swiecie niz rachunek zyskow i strat!
Pogoda tez sie skopala, ale ja mam glupawy usmiech na twarzy bo wielka blyszczaca torba stoi obok mnie. Jak na zlosc mam dzisiaj czerwona gore wiec nie moge ich od razu ubrac… no coz juto przyjdzie na nie pora. Jupiiiiiiiiii
No i prosze cale dublinskie biuro sie nam przed chwila zwalilo na glowe. Powod: 1 GODZINNE spotkanie z finansowym. Nie kumam takiej polityki. Koszty przylotu 3 osob po to, zeby sie zobaczyc. Nie mozna bylo conference call zorganizowac? Sean i Monika tylko mrukneli pod nosem, ze ktos sie chce poczuc wazny i akurat w tym temacie sie z nimi calkowicie zgadzam.
Jezu ale sie szum w biurze zrobil. Normalnie bym sie cieszyla, ale oni gadaj o wynikach i lecacej na leb gieldzie. W MORDE misia nawet nie chcac byc w temacie.. nie mam wyboru bo informacje do mnie dochodza! Juz chyba wole jak o pilce gadaj bo przynajmniej wiem, ze jest cos wiecej na swiecie niz rachunek zyskow i strat!
czasami lepiej trzymac jezyk za zebami
No i sie mega nie popisalam. Zadzwonil ktos z biura w Dublinie i szukal Moniki. Ja mowie, ze Monika jest na audycie w stanach i Mark mi na to, ze super, wiec ja (zanim pomyslalam) palnelam, ze sa lepsze miejsca "to be" gdzie nie trzeba byc otoczonym idiotami. Moj komentarz wywolal ogolna konsternacje w biurze. Finansowy sie do mnie nie odzywa.
A ja faktycznie troche przesadzilam :( Narazie wiec grzecznie siedze i nic nie komentuje..
A ja faktycznie troche przesadzilam :( Narazie wiec grzecznie siedze i nic nie komentuje..
Taki to zywot, jak sie ma niewyparzona buzie!
slynny dutch custom NON service
apropo “rewelacyjnej obslugi klienta” w tym kraju dobrobytu to napisze jak w sobote spedzilam 2 godziny w sklepie z telefonami.
Koles po prostu nie potrafil umowy do komputera wprowadzic! Ja mu po 5 minutach powiedzialam co jest nie tak, ale on sie upieral, ze data, ktora wpisal jest prawidlowa (hmm bardzo ciekawe jak mozna sie upierac, ze cos jest prawidlowe, skoro masz pole do wpisania “wazne do” i wpisujesz date wsteczna????!!!!). Gosc wpierw wstukiwal wszystko od nowa chyba z 10 razy po czym jak dalej nic nie dzialalo to zaczal dzwonic po infoliniach! W koncu ktos mu powiedzial, ze ta data jest zla (&#$&#^$&) i po 2 godzinach wyszlam z umowa i telefonem! No comment…
przepis: jak skutecznie zrazic do siebie faceta
No wiec w piatek wyladowalam w knajpie. Znalazlam strone pt; meetin Amsterdam? Tak so rozne eventy dla osob, ktore sie sprowadzily do Amsterdamu i nikogo nie znaja. Eventy sa rozne np. Obiad w knajpie, bieganie po parku, ogladanie filmu itp. Idea jest taka, ze jak ktos ma ochote cos zrobic i nie ma z kim to pisze to na stronie i inni moga sie do eventu dolaczac. Chcialam sprawdzic jak to dziala i zapisalam sie w piatek na drinka w jednym z barow. Ku mojemu zdziwieniu bardzo dobrze sie bawilam. Co prawda nie udalo mi sie z wszystkimi porozmawiac, ale bylo bardzo sympatycznie. Nie udalo mi sie z wszystkimi pogadac bo wdalam sie w rozmowe z super interesujacym anglikiem :). No wiec rozmowa sie toczy.. jest dobrze.. on mi kogos pokazuje i mi mowi, ze ta osoba jest z Niemiec. Ja na to stwierdzilam, ze to nie partner do rozmowy ze mna bo jak swiat swiatem to my sie z Niemcami nie lubimy!.. On na to chwila ciszy i mi mowi, ze jego mama jest Niemka! Nie musze pisac, ze to byl poczatek konca naszej konwersacji :) Przypomnijcie mi laskawie, ze czasami mam sie ugryzc w jezyk, jak przyjdzie mi do glowy wyrazac podobne opinie!
przerywnik w Polsce i nasze PKP
No wiec udalo mi sie dowlec bezposrednio z Aleksandrowa do Gdanska. TG stwierdzil, ze bez sensu jest dla mnie krecenie sie po Polsce i on sobie sam poradzi, a ja mam sie pakowac i jechac do domu. Wydawalo mi sie to rozsadnym rozwiazaniem. No wlasnie WYDAWALO. Przysiegam takiej biedy jak w Aleksandrowie to ja w zyciu nie widzialam! A juz nedza na ich dworcu przekroczyla wszelkie granice. No ale przelknelam to wszystko bo w perspektywnie mialam szybszy powrot do domu i panienski Edyty. No wiec czekam na tym obskurnym peronie na pociag. Nadeszla godzina pociagu.. pociagu nie ma. 10 min, 15 min, 20 min.. moja cierpliwosc sie wyczerpala.. zaczelam sie zastanawiac czy w ogole z tego przybytku cokolwiek odjezdza (well to moglobyc cos w rodzaju miejsca pt “jak juz sie tam raz pojawisz to za zadne skarby sie nie wydostaniesz”) no i jeszcze nikt nie zapowiadal zadnego opoznienia. W koncu po 40 minutach pociag przyjechal. Wtelepalam sie z moim bagazem do tego obskurnego wagonu (dobrze, ze sie po drodze do czegos nie przykleilam) i z najwyzszym zdumieniem okazalo sie, ze NA CZAS przyjechalam do Gdanska! Moim zdaniem jest po prostu pomylka w rozkladzie w Aleksandrowie bo jakos nie wyobrazam sobie, ze pociag nadrabia 40 minut opoznienia.
Cala szczesliwa dotarlam do Gdanska i na panienski.
Cala szczesliwa dotarlam do Gdanska i na panienski.
Nie uwierzycie co sie stalo :)))
Lece dzisiaj do Polski!!!!!!!
Tak, tak.. wczoraj okazalo sie, ze mamy spotkanie w jakiejs zapadlej dziurze (o tym zaraz) i TG przylatuje w srode do Warszawy a ja lece dzisiaj wieczorem i spotkam sie z Ola!
Tak wiec zamiast w niedziele wieczorem, bede w Gdansku juz w piatek wieczorem.. Strasznie sie ciesze!!!!!!!
TG zasluzyl na jakis drobny prezent bo to byl jego pomysl, zebym wczesniej leciala.
A bylo to tak: rano sie mu poskarzylam ,ze przez moj glupi grafik lotow nie spotkam sie z Ola bo ona nie ma jak przyjechac do Gdanska. Po poludniu okazalo sie, ze mamy to spotkanie w PL. TG mi powiedzial, ze jak chce moge poleciec dzisiaj popoludniu i sie spotkac z Ola a on doleci w srode!!!!
Tak wiec odbieram go z lotniska w srode i jedziemy do jakiejs zapadlej dziury.
Rewelacja roku to taka, ze z Amsterdamu mozna doleciec do Wawy w 2 hrs, ale z Aleksandrowa do Gdanska trzeba sie tluc po Polsce z przesiadkami min. 4-5 godzin! (Sa jakies bezposrednie pospieszne..tez wolne i zadko). ALe czego sie nie robi dla pobytu w domu:))) HURRA
Lece dzisiaj do Polski!!!!!!!
Tak, tak.. wczoraj okazalo sie, ze mamy spotkanie w jakiejs zapadlej dziurze (o tym zaraz) i TG przylatuje w srode do Warszawy a ja lece dzisiaj wieczorem i spotkam sie z Ola!
Tak wiec zamiast w niedziele wieczorem, bede w Gdansku juz w piatek wieczorem.. Strasznie sie ciesze!!!!!!!
TG zasluzyl na jakis drobny prezent bo to byl jego pomysl, zebym wczesniej leciala.
A bylo to tak: rano sie mu poskarzylam ,ze przez moj glupi grafik lotow nie spotkam sie z Ola bo ona nie ma jak przyjechac do Gdanska. Po poludniu okazalo sie, ze mamy to spotkanie w PL. TG mi powiedzial, ze jak chce moge poleciec dzisiaj popoludniu i sie spotkac z Ola a on doleci w srode!!!!
Tak wiec odbieram go z lotniska w srode i jedziemy do jakiejs zapadlej dziury.
Rewelacja roku to taka, ze z Amsterdamu mozna doleciec do Wawy w 2 hrs, ale z Aleksandrowa do Gdanska trzeba sie tluc po Polsce z przesiadkami min. 4-5 godzin! (Sa jakies bezposrednie pospieszne..tez wolne i zadko). ALe czego sie nie robi dla pobytu w domu:))) HURRA
dzien pt "sam na sam z MR TnG"
Well.. zaczne od mniej ciekawej ale przewazajacej czesci naszej podrozy…a mianowicie ciszy pomiedzy probami rozmowy i znalezieniem wspolnych tematow. Well.. tego zdecydowanie bylo najwiecej.
No ale chyba obydwoje sie mega glowkowalismy o czym by tu ze soba gadac bo jakos udawalo nam sie prowadzic rwana konwersacje :)) Nie bede skromna bo duza w tym moja zasluga zadawania pytan otwartych i potem ciaglego powtarzania dlaczego. No ale musze powiedziec, ze jak TandSbutG otrzymywal pytanie to faktycznie mi na nie wyczerpujaco odpowiadal…Doszlam do takiego etapu, ze sie nawet spytalam dlaczego na poczatku nie chcial mnie w tej pracy :)) Szkoda, ze tylko ja widzialam jego mine..hihihi
Oczywiscie najlatwiej bylo rozmawiac o pracy, ale ja sie nie poddawalam i stwierdzilam, ze znajde moze jedna rzecz, ktora mamy wspolna…
Niestety misja faild i to na maksa..
Muzyka: obydwoje sluchamy czegos innego
Filmy: o ile on juz JAKIES oglada to stwierdzil, ze jest za bardzo serious, zeby ogladac cos co nie jest realne (ja zachwalalam atlantyde i batmana). Seriale to tez nie bardzo. W kinie ostatnio byl chyba z poltora roku temu i ciezko mu bylo przypomniec sobie kiedy to dokladnie bylo i na jakim filmie byl!
Sport: On na mega tak, ja poza rowerem nie kwapie sie do ruchu itd..
W koncu nawet on zrezygnowany stwierdzil, ze gusta mamy mega odmienne.
Ale musze przyznac, ze jak poszlismy na lunch to on sie nawet rozgadal i opowiadal jak mu sie mieszkalo w Ameryce..wiec to zalicze na plus, zeby cokolwiek bylo.
Mi sie chyba bardziej juz z tego smiac chce bo w sumie to wszystko odbywalo sie w dosc dobrej atmosferze. On jak sie troche rozluzni to jest calkiem sympatyczny (JAK sie rozluzni) no i trzeba mu zaliczyc mega plus za maniery.
No ale chyba obydwoje sie mega glowkowalismy o czym by tu ze soba gadac bo jakos udawalo nam sie prowadzic rwana konwersacje :)) Nie bede skromna bo duza w tym moja zasluga zadawania pytan otwartych i potem ciaglego powtarzania dlaczego. No ale musze powiedziec, ze jak TandSbutG otrzymywal pytanie to faktycznie mi na nie wyczerpujaco odpowiadal…Doszlam do takiego etapu, ze sie nawet spytalam dlaczego na poczatku nie chcial mnie w tej pracy :)) Szkoda, ze tylko ja widzialam jego mine..hihihi
Oczywiscie najlatwiej bylo rozmawiac o pracy, ale ja sie nie poddawalam i stwierdzilam, ze znajde moze jedna rzecz, ktora mamy wspolna…
Niestety misja faild i to na maksa..
Muzyka: obydwoje sluchamy czegos innego
Filmy: o ile on juz JAKIES oglada to stwierdzil, ze jest za bardzo serious, zeby ogladac cos co nie jest realne (ja zachwalalam atlantyde i batmana). Seriale to tez nie bardzo. W kinie ostatnio byl chyba z poltora roku temu i ciezko mu bylo przypomniec sobie kiedy to dokladnie bylo i na jakim filmie byl!
Sport: On na mega tak, ja poza rowerem nie kwapie sie do ruchu itd..
W koncu nawet on zrezygnowany stwierdzil, ze gusta mamy mega odmienne.
Ale musze przyznac, ze jak poszlismy na lunch to on sie nawet rozgadal i opowiadal jak mu sie mieszkalo w Ameryce..wiec to zalicze na plus, zeby cokolwiek bylo.
Mi sie chyba bardziej juz z tego smiac chce bo w sumie to wszystko odbywalo sie w dosc dobrej atmosferze. On jak sie troche rozluzni to jest calkiem sympatyczny (JAK sie rozluzni) no i trzeba mu zaliczyc mega plus za maniery.
lunch roku
Na poprawe nastroju opisze najgorszy lunch jaki tutaj doswiadczylam!
No wiec glowny finansowy dalej sie nie raczyl pojawiac w biurze i przysiegam, ze nikt nie ma pojecia dlaczego go nie ma… niezly joke co?? i nie wspomne o wszystkich moznych koncernu, ktorzy juz dzwonili bo chcieli z nim pogadac ;))))
Jako, ze TaSbG jest w Rotterdamie to Sean najwyrazniej stwierdzil, ze nie jestem dla niego partnerka do rozmowy (zreszta calkiem slusznie bo ciagle meczymy gre.. pt: “a o czym ze soba mozemy porozmawiac” i usiadl przy swoim biurku z bananowa kanapka w reku (slowo daje zaczyna mnie to nawet fascynowc, jak moze smakowac kanapka z maslem i bananem???). No to ja usiadlam sobie sama z moja zupka i kanapka i sobie zaczelam ja jesc.. Radosnie wcinam druga kromke i co widze.. pudel nadciaga do stolu ze swoim ekwipunkiem…rozsiada sie wygodnie i zaczyna celebrowac przygotowanie kanapki. Celebracja to najtrafniejsze slowo bo podczas gdy ona piesci jedna kromke ja bym caly chleb na te pieprzone kanapki przerobila. No ale jak juz wacpanna uporala sie ze:
1. smarowaniem kromki,
2. polozeniem sera,
3. wyrownaniem sera do ksztaltu kanapki (nie zartuje, naprawde to zrobila, tyci kawaleczek sera nie wystawal po jej zabiegu!)
To zaczela kroic ta kanapke na mniejsze czesci. Chyba 8 rowniutkich kawaleczkow jej wyszlo!
Ja biore kanapke do buzi i gryze sobie po kawalku.
Widocznie nasza metodologia jest zla! Ona kroi kanapke na koreczki i wklada pojedynczo do buzi…
Tak wiec podczas gdy my zdazymy:
1. Przygotowac kanapke
2. Zjesc kanapke
3. Posprzatac po sobie
4. Zaparzyc kawe
5. Zaczac pic ta kawe
Ona jest w trakcie przelykania conajwyzej 2 korka!Jak do tego dodac jej podrygi rozmowy, ktorych przy najlepszych checiach rozmowa nie mozesz nazwac to jest juz caly obraz tej komedii..zrezygnowana usidalam do swojego biurka i zaczelam maila pisac. :)
No wiec glowny finansowy dalej sie nie raczyl pojawiac w biurze i przysiegam, ze nikt nie ma pojecia dlaczego go nie ma… niezly joke co?? i nie wspomne o wszystkich moznych koncernu, ktorzy juz dzwonili bo chcieli z nim pogadac ;))))
Jako, ze TaSbG jest w Rotterdamie to Sean najwyrazniej stwierdzil, ze nie jestem dla niego partnerka do rozmowy (zreszta calkiem slusznie bo ciagle meczymy gre.. pt: “a o czym ze soba mozemy porozmawiac” i usiadl przy swoim biurku z bananowa kanapka w reku (slowo daje zaczyna mnie to nawet fascynowc, jak moze smakowac kanapka z maslem i bananem???). No to ja usiadlam sobie sama z moja zupka i kanapka i sobie zaczelam ja jesc.. Radosnie wcinam druga kromke i co widze.. pudel nadciaga do stolu ze swoim ekwipunkiem…rozsiada sie wygodnie i zaczyna celebrowac przygotowanie kanapki. Celebracja to najtrafniejsze slowo bo podczas gdy ona piesci jedna kromke ja bym caly chleb na te pieprzone kanapki przerobila. No ale jak juz wacpanna uporala sie ze:
1. smarowaniem kromki,
2. polozeniem sera,
3. wyrownaniem sera do ksztaltu kanapki (nie zartuje, naprawde to zrobila, tyci kawaleczek sera nie wystawal po jej zabiegu!)
To zaczela kroic ta kanapke na mniejsze czesci. Chyba 8 rowniutkich kawaleczkow jej wyszlo!
Ja biore kanapke do buzi i gryze sobie po kawalku.
Widocznie nasza metodologia jest zla! Ona kroi kanapke na koreczki i wklada pojedynczo do buzi…
Tak wiec podczas gdy my zdazymy:
1. Przygotowac kanapke
2. Zjesc kanapke
3. Posprzatac po sobie
4. Zaparzyc kawe
5. Zaczac pic ta kawe
Ona jest w trakcie przelykania conajwyzej 2 korka!Jak do tego dodac jej podrygi rozmowy, ktorych przy najlepszych checiach rozmowa nie mozesz nazwac to jest juz caly obraz tej komedii..zrezygnowana usidalam do swojego biurka i zaczelam maila pisac. :)
podejscie do holenderskiego
Czas zajac sie edukacja. Wiem, wiem holenderski to choroba jezyka a nie jezyk ale coz.. jak wchodzisz miedzy wrony to..
Zapisalam sie na uniwerystet i pierwszy krok to okreslenie poziomu znajomosci jezyka.
Bylam na tescie i wszystko poszlo dosc sprawnie bo po czesci pisemnej byla ustna no i wzywali nas w alfabetycznej kolejnosci. Jest zaleta nazwiska na C:)
Nauczylam sie dzisiaj 2 rzeczy:
a) Moj poziom holenderskiego jest fatalny :) - test byl zabojczy. Wpierw uzupelnianie tekstu. Masakra bo jak nie zalapiesz poczatku to potem nie dasz rady wymyslec kolejnych slow. Potem 20 zadan tez nie najlatwiejszych. Zadania byly rozne np: dokonczyc zdanie (to poszlo mi fatalnie bo nie rozumialam poczatku), napisac list (tez mialam problem bo wiedzialam co kazali napisac ale wyslowic sie juz nie umialam)
b) Musze powiedziec bye, bye jakiejs nowej bluzce bo zaplacilam za ksiazke do kursu 87 EURO!! A najlepsze jest to, ze nie wiem czy na ten kurs bede chodzic bo jak nie bedzie wystarczajacej ilosci osob to nie otworza grupy!
Zapisalam sie na uniwerystet i pierwszy krok to okreslenie poziomu znajomosci jezyka.
Bylam na tescie i wszystko poszlo dosc sprawnie bo po czesci pisemnej byla ustna no i wzywali nas w alfabetycznej kolejnosci. Jest zaleta nazwiska na C:)
Nauczylam sie dzisiaj 2 rzeczy:
a) Moj poziom holenderskiego jest fatalny :) - test byl zabojczy. Wpierw uzupelnianie tekstu. Masakra bo jak nie zalapiesz poczatku to potem nie dasz rady wymyslec kolejnych slow. Potem 20 zadan tez nie najlatwiejszych. Zadania byly rozne np: dokonczyc zdanie (to poszlo mi fatalnie bo nie rozumialam poczatku), napisac list (tez mialam problem bo wiedzialam co kazali napisac ale wyslowic sie juz nie umialam)
b) Musze powiedziec bye, bye jakiejs nowej bluzce bo zaplacilam za ksiazke do kursu 87 EURO!! A najlepsze jest to, ze nie wiem czy na ten kurs bede chodzic bo jak nie bedzie wystarczajacej ilosci osob to nie otworza grupy!
pierwsze koty za ploty: czyli sarkazm w biurze "NARESZCIE
A teraz hit wczorajszego dnia! Doczekalam sie small insult od T&SbG! Ha!
Gwoli wprowadzenia… story o fryzjerze cd..
Szef od finansow zadzwonil do swojej zony i sie spytal o najbardziej fancy fryzjera w miescie. Okazuje, ze sie TO miejsce jest kolo nas wiec poszlam sie umowic na spoktanie. A teraz UWAGA: ciecie i farbowanie kosztuje ponad 100EUR!!!!!!!!!!!!!!! O malo co nie padlam trupem jak mi babka cene zaspiewala. Przelknelam sline i stwierdzilam, ze raz w zyciu za pierwsza wyplate pojde i zobacze co mi za 100 EUR zrobia. TYLKO RAZ! Potem znajde tanszego fryzjera. No wiec wrocilam do biura i mowie:
Ja: Michel czy Ty wiesz ile ten fryzjer kosztuje?
On: 50 EURO??
Ja: cale 100
On: yyyyyyyyyyyyyyyy
Ja: do niego i T&SbG: Panowie uroczyscie zawiadamiam, ze jak wybule 100EUR za fryzjera to niezaleznie od efektu bardzo prosze przygotowac sobie liste kompelmentow na poniedzialek!
No to tyle gwoli wprowadzenia a wczoraj….
T&SbG zadzwonil z niemiec bo mielismy sie podlaczyc pod ftp i cos na serwer wrzucic i to nie dzialalo no wiec:
On: Malgosia zadzwon do Erica, twojego odpowiednika w stanach, on ci pomoze i moze uda sie podlaczyc
Ja: czy Eric to moje lustrzane odbicie w stanach?
On: nie sadze, zeby byl lustrzanym odbiciem, on nie chodzi do fryzjera za 100 euro i jego wlosy na pewno nie wygladaja tak dobrze.
Ja; bravo, czyzbys cwiczyl komplementy przed poniedzialkiem:)))?
Ha! I nie mowcie, ze to nie tyci krok do przodu, zeby jakos rozruszac to biuro!
Gwoli wprowadzenia… story o fryzjerze cd..
Szef od finansow zadzwonil do swojej zony i sie spytal o najbardziej fancy fryzjera w miescie. Okazuje, ze sie TO miejsce jest kolo nas wiec poszlam sie umowic na spoktanie. A teraz UWAGA: ciecie i farbowanie kosztuje ponad 100EUR!!!!!!!!!!!!!!! O malo co nie padlam trupem jak mi babka cene zaspiewala. Przelknelam sline i stwierdzilam, ze raz w zyciu za pierwsza wyplate pojde i zobacze co mi za 100 EUR zrobia. TYLKO RAZ! Potem znajde tanszego fryzjera. No wiec wrocilam do biura i mowie:
Ja: Michel czy Ty wiesz ile ten fryzjer kosztuje?
On: 50 EURO??
Ja: cale 100
On: yyyyyyyyyyyyyyyy
Ja: do niego i T&SbG: Panowie uroczyscie zawiadamiam, ze jak wybule 100EUR za fryzjera to niezaleznie od efektu bardzo prosze przygotowac sobie liste kompelmentow na poniedzialek!
No to tyle gwoli wprowadzenia a wczoraj….
T&SbG zadzwonil z niemiec bo mielismy sie podlaczyc pod ftp i cos na serwer wrzucic i to nie dzialalo no wiec:
On: Malgosia zadzwon do Erica, twojego odpowiednika w stanach, on ci pomoze i moze uda sie podlaczyc
Ja: czy Eric to moje lustrzane odbicie w stanach?
On: nie sadze, zeby byl lustrzanym odbiciem, on nie chodzi do fryzjera za 100 euro i jego wlosy na pewno nie wygladaja tak dobrze.
Ja; bravo, czyzbys cwiczyl komplementy przed poniedzialkiem:)))?
Ha! I nie mowcie, ze to nie tyci krok do przodu, zeby jakos rozruszac to biuro!
Moje pierwsze dni w amsterdamskim biurze
W Amsterdamie od poniedzialku na zmiane albo wieje albo leje..joy….
Nie mam plotek firmowych i dluuuugo nie bede miala. Oficjalnie oglaszam, ze trafilam do najnudniejszego biura pod sloncem. Ci ludzie powinni dostac za to medal. Przysiegam! Caly dzien cisza….. chcialam wlaczyc radio to doczekalam sie lypniec wszystkich tutaj! Jak Boga kocham nigdy w zyciu tyle razy na mnie nikt nie lypal jak tutaj w przeciagu jednego tygodnia. Oficjalnie moj kolega stwierdzil, ze oni NIGDY nie wlaczaja radia i na tym sie skonczyla rozmowa. Lunch to jakas mordega. Oni jezeli juz znajduja jakis temat to teraz jest to olimpiada… Jeden kolega usluznie stwierdzil, ze jak chce uczestniczyc w dyskusji to powinnam sie z tematem zaznajomic! No way! Nawet dla wzgledow socjalnych nie zamierzam ogladac tego przedstawienia. Pytanie czy po olimpiadzie beda milczec..hmmmm
Przysiegam..jestem z innego swiata… co ja do diabla tu robie? Ni w 5 ni w 10 do nich nie pasuje.
Jezu, chyba zaczne zapisywac jak uslysze jakis zart i rozmowy inne niz o rachunku zyskow i strat i wierz mi chyba mi papier predzej zolknie niz cos zapisze!
No ale plus dnia (o cudzie! jest jakis plus!) TandSbutG przyszedl w dzinsach a nie w garniturze! Swiat sie chyba zawalil bo Sean sie go spytal czy mu sie z casual piatek nie pomylilo….( a moze to byl ten zart ksiegowych??hmmm)
Ot tak to tutaj wyglada ……..
A ze z kim obstajesz …to takim sie…. Wiec jak po chwili stwierdzice, ze nie ma ze mna o czym gadac to wina obarcz ta grupe dennych ludzi:(((
Nie mam plotek firmowych i dluuuugo nie bede miala. Oficjalnie oglaszam, ze trafilam do najnudniejszego biura pod sloncem. Ci ludzie powinni dostac za to medal. Przysiegam! Caly dzien cisza….. chcialam wlaczyc radio to doczekalam sie lypniec wszystkich tutaj! Jak Boga kocham nigdy w zyciu tyle razy na mnie nikt nie lypal jak tutaj w przeciagu jednego tygodnia. Oficjalnie moj kolega stwierdzil, ze oni NIGDY nie wlaczaja radia i na tym sie skonczyla rozmowa. Lunch to jakas mordega. Oni jezeli juz znajduja jakis temat to teraz jest to olimpiada… Jeden kolega usluznie stwierdzil, ze jak chce uczestniczyc w dyskusji to powinnam sie z tematem zaznajomic! No way! Nawet dla wzgledow socjalnych nie zamierzam ogladac tego przedstawienia. Pytanie czy po olimpiadzie beda milczec..hmmmm
Przysiegam..jestem z innego swiata… co ja do diabla tu robie? Ni w 5 ni w 10 do nich nie pasuje.
Jezu, chyba zaczne zapisywac jak uslysze jakis zart i rozmowy inne niz o rachunku zyskow i strat i wierz mi chyba mi papier predzej zolknie niz cos zapisze!
No ale plus dnia (o cudzie! jest jakis plus!) TandSbutG przyszedl w dzinsach a nie w garniturze! Swiat sie chyba zawalil bo Sean sie go spytal czy mu sie z casual piatek nie pomylilo….( a moze to byl ten zart ksiegowych??hmmm)
Ot tak to tutaj wyglada ……..
A ze z kim obstajesz …to takim sie…. Wiec jak po chwili stwierdzice, ze nie ma ze mna o czym gadac to wina obarcz ta grupe dennych ludzi:(((
ratunku- korespondencja z banku ZNOWU
Ile listów można dostać od banku??? O wiele za dużo! Po otwarciu jakże wyczekiwanego rachunku, przyszedł pierwszy list…blablabla witamy Panią w naszym banku bla bla bla (oczywiście wszystko po holendersku więc a) wróżę z fusów i się domyślam, co oni chcą i czy to jest coś ważnego proszę o tłumaczenie kolejne znane mi osoby). Jak miło, że bank jest taki zainteresowany swoim malutkim klientem! Wkrótce przyszła karta do bankomatu w ślad za nią pin. To jeszcze zrozumiałe dla mnie kroki. Ale …..Następnego dnia znowu kolejna korespondencja ..... (moi współlokatorzy już zaczynają się podśmiewać, że komuś w dziale wysyłek się spodobałam). Tym razem dostałam już zaadresowane koperty do banku (O matko, czy ja mam listy do nich pisać?. Popatrzyłam się na koperty lekko zdziwiona, przecież poprosiłam o konto internetowe wiec nie zamierzam niczego do banku wysyłać, ale to jeszcze nie koniec! Za kopertami przywędrowały puste druki polecenia przelewu i kolejne podziękowanie za korzystanie z usług. Już po mału zaczynam myśleć, że to koniec, ale gdzie tam. Kolejny dzień i kolejna korespondencja z banku – tym razem dział kart kredytowych zechciał mnie przywitać w gronie klientów (nie mam pojęcia tylko, dlaczego w 2 osobnych listach??- > Ale skoro bank jest taki bogaty to mogą tracić kasę na produkcje zbędnej dublującej się korespondencji!). Już powoli zaczynam myśleć, że ktoś tam się nade mną pastwi, bo znowu coś dostałam - tym razem jest to instrukcja z książeczką pt., „co to jest karta kredytowa i jak ją obsługiwać” ( instrukcja jest bardzo ładna i kolorowa szkoda tylko, że cała po holendersku wiec dla mnie kpl nieprzydatna! A tak już zupełnie na marginesie to po cholerę komuś zdjęcia karty kredytowej z wytłumaczeniem gdzie się znajduje moje nazwisko? Przecież widzę to na karcie. Tu dochodzę do punku, w którym mam już przywitanie i kolorową instrukcję więc oczywiście kolejnym listem była koperta z kartą kredytową. Pewnie myślicie, że to już koniec. Nie to DOPIERO POCZĄTEK. W entym już liście (i dalej nie mam pojęcia, dlaczego list nie przyszedł razem z karta tylko osobno) zostałam po raz setny przywitana i poinformowana, że w OSOBNYM liście dostanę kod do karty a jeszcze w osobnym kod do gratisowego i-poda, który mi przysługuje za zamówienie tejże karty (well tu się nawet nie wkurzyłam, bo stara maksyma brzmi, jak dają to brać ->więc mogę czekać na kolejna pocztę z banku). No, więc czekam na kod do karty i kod do zamówienia i –poda i ciągle to nie koniec zalewającej mnie korespondencji. Wczoraj dostałam kolejne przywitanie tym razem do internetowego połączenia i informację, że kod do internetu przyjdzie w osobnej kopercie (@#)&$@*. Rezultat całego tego zalewu jest taki, że w przeciągu tygodnia dostałam więcej listów z banku niż przez całe moje życie w Polsce i wciąż nie mogę niczego używać, bo czekam na 3 pinkody (które muszę jakoś rozróżnić jak przyjdą ze standardowym holenderskim listem), bez których nie mogę aktywować żadnej usługi. Mam, więc konto w banku, mam segregator papierów i na razie to tyle. Ale co tam kolejna korespondencja nadchodzi…..
P.s. Dla porównania w przeciągu ostatniego roku w Polsce mając 3 rachunki bankowe dostawałam tylko wyciąg z konta i informacje o oprocentowaniu kredytu hipotecznego! No widzicie i macie tu odpowiedź na to, dlaczego w Holandii jest takie małe bezrobocie. Pomyślcie ilu ludzi należy zatrudnić do takiego zalewu korespondencji.
troche techniki i ....
Brawo – już jest po mojej pierwszej transakcji z holenderska karta kredytową. Nie ma to jak wystać się na poczcie tylko po to, żeby odebrać wyczekana kartę kredytowa, (Naprawdę te palcówki maja takie tempo pracy jak nasze. A z tego, co widziałam, to wszystkie operacje są skomputeryzowane wiec w sumie nie bardzo mogę zrozumieć, co zabiera aż tyle czasu!) No, ale mniejsza z tym. Uzbrojona w kartę znalazłam interesujące mnie bilety i zabieram się do płacenia. Nasz przewoźnik ma stronę w moim ojczystym języku wiec bez problemów wklepałam wszystkie potrzebne dane. Czekam na potwierdzenie rezerwacji i co………… nagle zostałam przekierowana na stronę banku, a że karta jest holenderska to wyskoczyły mi napisy po holendersku! Zbladłam, bo zobaczyłam mnóstwo pól do wypełnienia. Nerwowo zaczęłam szukać jakiegoś numeru na infolinię. Uff znalazłam. Dzwonię, a tu oczywiście wszystkie informacje po holendersku. Bla bla bla słyszę, cholera spróbuje wstukać 1 a potem może się ktoś odezwie. Wcisnęłam klawisz i co… kolejne niezrozumiale blabla, tym razem spróbowałam z dwójką (dobrze, ze banki na całym świecie nie udziwniają callcenter i jako tako można się pokapować, o co im chodzi).. pi pii i ..Odetchnęłam z ulga, bo usłyszałam ludzki głos w słuchawce a nie kolejny raz maszynę. ING zbiera kolejne punkty, bo Pani była bardzo pomocna, mimo moich oczywistych błędów w czytaniu (literowałam jej wszystko, co widziałam na ekranie a jeżeli ktoś miał to do czynienia z holenderskim to wie, ze nic nie czyta się tak jak się pisze wiec biedna kobieta musiała mojego seplenienia wysłuchiwać) tłumaczyła mi krok po kroku, co mam wypełnić. Ha! W rezultacie transakcja kupna biletów moja nowa karta zakończyła się sukcesem. Oczywiście teraz należy spłacić ta kartę, ale o tym pomyśle …. Jutro… zupełnie jak Scarlett O’Hara
troche sprawiedliwosci
Wydawałoby się ze tylko narzekam na życie tutaj, ale to byłaby nieprawda. Ludzie tutaj są o niebo milsi od nas Polaków! Jak np. szłam z mapa to od razu ktoś do mnie podszedł spytać się czy nie potrzebuję pomocy w odnalezieniu miejsca docelowego! Wszyscy się uśmiechają i są uprzejmi i przyjaźnie nastawieni. Dla nas imigrantów jest to również językowy raj: WSZYSCY, ALE TO WSZYSCY mówią po angielsku (nic dziwnego holenderski to naprawdę choroba języka!). Telewizje można oglądać również bez problemów, jak leci film to tylko napisy są po holendersku, a wersja pozostaje oryginalna. No i nie muszę Wam mówić, ze jest to rowerowy raj. Ścieżek dla rowerzystów jest więcej niż dla pieszych a w sklepie z rowerami zanim odbierzesz rower to usłużny sprzedawca, dopasuje Ci go do wzrostu, naoliwi, zamontuje koszyk, zamek i wszystko to, co sobie zamarzysz. Oczywiście i tutaj czekało mnie zaskoczenie…. “Czy chce Pani ubezpieczyć rower?” Usłyszałam “yyyyyyyyyyyyyy???????????? ROWER????????????????? Nie dziękuję, jeszcze nie zwariowałam, aż tyle to on nie kosztował. Ale to co jest największą zaletą tego kraju to to, że wszędzie jest blisko. Do najbardziej oddalonego miasta dojadę w jakieś 3 ha. Dla mnie imigrantki głodnej zwiedzania to raj. Więc odliczam dni do wypłaty i modlę się o pogodę w najbliższy weekend po wypłacie bo….. Amsterdam na mnie czeka :)))))))))))))))))))))))))))) p.s zwiedzę to co mam zwiedzić, nauczę sie tego co mogę się nauczyć i wracam do naszego swojskiego bałaganu, który uwierzcie mi na słowo nie jest taki zly.
expat wychodzi na miasto..
Jak już załatwiłam wszelkie formalności stwierdziłam, ze od życia mi się coś należy i w sobotni wieczór zaciągnęłam moich wspólokatorów do kina i na drinka. Ten drink w wykonaniu holenderskim to największe przekłamanie na świecie, ale zacznę od kina. Ja rozumiem rozwiniętą gospodarkę i to, że multikina były tutaj lata świetlne przed naszymi, ale czy to ma oznaczać, że siedzę w jakiejś zatęchłej sali? Przysięgam standard naszych multipleksów jest o całą klasę wyższy niż tutaj! Rozsiadłam się w miarę wygodnie i radośnie oglądam nowego “Harry Pottera” i ………… w połowie filmu ekran zrobił się czarny!. Rozglądam się nerwowo czy aby przypadkiem im prąd nie poszedł albo czy jakiś maniak nas nie zaatakował a tu się okazuje, że biedni Holendrzy nie wysiedzą całego filmu i w połowie jest przerwa. Z punktu widzenia komercyjnego jest to bardzo sprytne, bo przecież popcorn zazwyczaj wyjadamy podczas reklam i potem już siedzimy i nie mlaszczemy i nie szeleścimy papierkami w trakcie filmu, a jak trzeba to cichaczem pomykamy w ciemności do łazienki. No widzicie a tutaj macie taakie ułatwienie… a jak kino przy tym na takiej przerwie zarabia! Film muszę przyznać był bardzo udany wiec stwierdziliśmy, że przeniesiemy się do jakiejś knajpy na drinka. I tutaj właśnie zaczął się mój “koszmar drinkowy” Każdy, kto mnie zna wie, ze ja NIENAWIDZĘ soku pomarańczowego a już bardziej od soku pomarańczowego nienawidzę wódki z sokiem pomarańczowym! Możecie sobie wyobrazić, jakiego miałam nerwa jak podali mi właśnie tego drinka. Nie chciałam się awanturować na początek mojego pobytu a i tak w sumie nie miałam, za bardzo, o co bo w knajpie (podobno dobrej) poza sokiem pomarańczowym nic więcej do wyboru nie mięli! (Zapraszam ich do naszych knajp gdzie soków jest do wyboru i koloru!). Stwierdziłam, że przeboleję jakoś to nieszczęście i się tego drinka napiję. Biorę, więc do ust szklaneczkę i ………….. Raz, drugi, trzeci kosztuję… cholera dali mi tu wódkę czy nie (myśli, myśli, myśli)???? Co, jak co ale 40 % to w niej na pewno nie było!. Nie muszę Wam mówić jak zdumieni byli moi współtowarzysze jak na raz wypiłam to coś, co oni uznają za wysokoprocentowy alkohol a ja uznałam za soczek;pppp Na tym moje przeboje weekendowe się nie kończą. Wczoraj stwierdziłam, że nie będę w niedzielne popołudnie tkwić w domu tylko pojadę i wypiję kawę gdzieś w ogródku w centrum miasta. Wsiadłam wiec w mój nowy rower (tak, tak niedowiarki kupiłam ROWER, ale o tym w kolejnej notce;p) i pomknęłam do centrum. Niedziela – dzień wolny od pracy- środek lata ->a w centrum tylko 2 kawiarnie są czynne!!!! Z niedowierzaniem popatrzyłam na to opustoszałe miejsce, które w takim okresie (i nawet poza nim) powinno tętnić życiem! Wypiłam ta kawę w drugiej otwartej kawiarni i stwierdziłam, że lepiej będzie jak pojadę do domu i coś poczytam. No tak, ale cokolwiek do „przegryzania” by się przydało wmyśliłam, więc, że po drodze podjadę do jakiegoś sklepu. Nic bardziej mylnego. Można zapomnieć o zakupach w niedzielę! Żaden market, żadne centrum ani nawet tyci sklepik nie są otwarte. Jak człowieku nie przygotujesz się na weekend i nie zrobisz zakupów to zapomnij o małych zachciankach! No chyba, że masz szczęście i to, czego szukasz dostaniesz na stacji benzynowej (ja nie miałam, – bo chciałam zjeść popcorn!) Albo jesteś jasnowidzem i przewidzisz już w piątek, że w niedzielę będziesz miał ochotę na lody.
you have to have an appointment- holenderska biurokracja w praktyce
Hasło dnia “you have to have an appointment”;PPPP Biurokracja jest tutaj większa niż w Polsce (tak, tak wydawałoby się to niemożliwe a jednak tak jest). Pierwszego dnia musiałam udać się do Urzędu Skarbowego po Sofii numer (tutaj bez tego nic nie można załatwić, a przekonałam się o tym w następnych kilku kwadransach). Wchodzę do ichniego US, patrzę nie ma nikogo czekającego w kolejce, (co za miła odmiana po naszych polskich zapchanych do granic niemożliwości urzędach). Uśmiech na twarzy mi zszedł jak się okazało, że muszę być umówiona na spotkanie, żeby coś w urzędzie załatwić. Okej mówię sobie to proszę mnie zapisać na jakieś najbliższe spotkanie. Panienka popatrzyła w pobazgrany ołówkiem kalendarz i zaproponowała mi 11.30. Była 9.00 Rano, więc stwierdziłam, że nie ma, po co wracać do pracy po to tylko, żeby z niej od razu wyjść na UMÓWIONE już spotkanie w urzędzie. Postanowiłam załatwić wiec rachunek bankowy. Radośnie poszłam do poleconego mi Rabobanku (podobno najlepszy w Holandii i takie tam bajery…..). Oczywiście w banku usłyszałam, że, aby otworzyć rachunek bankowy też muszę być umówiona na spotkanie! (To już zakrawało na jakąś ironie - przysięgam). Spytałam się, więc grzecznie, co jest potrzebne, żeby rachunek otworzyć. “Przemiła” panienka z okienka spytała się mnie wpierw “a po co Pani rachunek”, („bo chcę defraudować Wasze pieniądze” miałam na końcu języka…. Ale grzecznie odpowiedziałam, ze PRACUJĘ TUTAJ i firma będzie PRZELEWAĆ mi WYNAGRODZENIE “aha": usłyszałam i zobaczyłam jak baba wsuwa nos w książkę procedur, (bo pewnie jeszcze nigdy nie miała do czynienia z otwieraniem rachunku komuś z zagranicy - notabene niech żyje Unia Europejska – jesteśmy jedną wielką rodziną hura!) Babsztyl w końcu triumfalnie znalazł procedurę w podręczniku i radośnie mi oświadczył, że do otwarcia rachunku potrzebuję oczywiście sofii numer (a jakże, chyba do kupna papieru toaletowego też go będę potrzebować), kopię paszportu i jakieś tam zezwolenie na pobyt. Tłumaczę babce, ze POLSKA jest w UE i ja nie potrzebuje tu żadnego zezwolenia, bo od 1 maja mogę sobie pracować bez żadnego pozwolenia, ale baba się uparła że to ma mi wydać US i bez tego rachunku mi nie otworzą. Całkiem już zmęczona i wściekła stwierdziłam, że udam się po telefon komórkowy. Well.. wydawałoby się, że to taka prosta sprawa do załatwienia…… nic bardziej mylnego. Nie można kupić telefonu nie mając rachunku bankowego! Już całkiem zrezygnowana stwierdziłam, że udam się do Urzędy Skarbowego na moje UMÓWIONE spotkanie, wezmę ten sofii numer i zacznę załatwić wszystko od początku….Coś mnie jednak tknęło i będąc w Orange spytałam się o pre-paidowe karty, które umożliwiają tanie połączenia międzynarodowe. Facet na ich temat nic nie wiedział, (chociaż chwilę później się okazało, ze sprzedają je w sklepie NA PRZECIWKO), ale “usłużnie” się mnie spytał “ Czy mamy Internet w Polsce” (“a co to jest Internet” miałam już na końcu języka, ale popatrzyłam się na niego jak na idiotę i powiedziałam, że owszem mamy. Na co usłyszałam, że jest taki program jak SKYPE (*&(#%$^&@^%) “WIEM, ŻE JEST, ALE MOI RODZICE SA STARSI I GO NIE UŻYWAJĄ!!!!!.” W każdym razie stwierdziłam, że jak Orange zatrudnia idiotów i ignorantów w swojej firmie to ja podziękuję za jej usługi!. No nic…. Wróciłam do US i o dziwo jak mam UMÓWIONE SPOTKANIE to wszystko idzie jak po maśle. W ciągu 10 minut dostałam mój sofii numer! Formularze przygotowane po Polsku (niech żyje unia!:p) Spytałam się, więc o “to coś dodatkowego”, co bank wymaga, urzędnik się spojrzał na mnie i napisał na kartce memo do Banku, ŻE POLSKA JEST W UE i nie potrzebuję “ichniego bankowego wymysłu” Tak wiec radośnie, dzierżąc mój sofii numer i kartkę z US, triumfalnie wróciłam do banku i podetknęłam te papiery pod nos babie z okienka. Biedactwo, procedura wyraźnie mówi, ze ona “to bliżej nieokreślone coś” musi mieć a US twierdzi, że nie. Pełna konsternacji stwierdziła ze pójdzie się spytać kierowniczki, co ona biedna ze mną tym upierdliwym obcokrajowcem ma zrobić. Wróciła po 10 minutach, i w pełni zadowolona stwierdziła, ze może mi otworzyć rachunek (dzięki Ci o WIELKI BANKU za łaskę, ze będziesz obracał moimi pieniędzmi i litościwie się na to zgadzasz). Ale nie nie … nie może być tak łatwo. Pytam się jej czy mogę od razu dostać debet lub kartę kredytową (przecież muszę kupić samochód, bo już nie mogę bez niego wytrzymać;pp) i otrzymałam odpowiedź:, ŻE DLA LUDZI SPOZA HOLANDII NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI i że tylko prościutki rachunek mogą mi zaoferować! W tym momencie moja cierpliwość się skończyła. To ma być ten najlepszy bank w Holandii?!?! Spojrzałam na nią, wycedziłam WE WILL SEE, odwróciłam się nią pięcie i wyszłam.. Zaraz obok był oddział ING i co się okazało……., że najlepiej załatwia się interesy z…… mężczyznami;pppppp “NIE MA PROBLEMU Z RACHUNKIEM proszę Pani, poproszę tylko kopię paszportu i sofii numer Czy życzy sobie Pani kawę, bo ja potrzebuje 10 minut na przygotowanie umowy o otwarcie rachunku, karta kredytowa….. Nie ma problemu, poproszę Pani kontrakt i kwotę limitu, jaki Pani chce otrzymać! Ech…………chyba nie wymaga to żadnego komentarza, co.. :)) Dla formalności został mi tylko urząd miasta. Biurokratyczna Holandii wymaga, żeby każda osoba, która przenosi się do jakiegoś miasta, zameldowała się jako mieszkaniec i poddała ewidencji. Pełna obaw zanim udałam się do urzędu, poprosiłam Tamirę (babkę z HR – notabene suuper i baardzo pomocna) żeby zadzwoniła i spytała się czy w Urzędzie Miasta też muszę umówić się na spotkanie :) hip hip huuura nie trzeba się umawiać – tutaj to prawdziwa nowość;ppp polazłam wiec do tego urzędu i kolejne zaskoczenie. “SERDECZNIE Panią witamy w społeczności Leeuwarden, jest nam bardzo miło, że zechciała się Pani tutaj przeprowadzić (to zechciałam jest naprawdę duża przesadą – wołałabym Amsterdam, ale jak się nie ma, co się luuubi…) – tak, tak niech te nasze polskie zrzędliwe urzędniczki przyjadą tutaj na kurs obsługi NIE PETENTA tylko serdecznie witanego klienta urzędu!!!
popastwie sie nad holenderskim jedzeniem
O tym nie powiedzą żadne przewodniki ani poradniki dla imigrantów! JEDZENIE TUTAJ JEST OKROPNE! (Oczywiście z wyjątkami, sery ŻÓŁTE (nie mylić z niczym twarogowym, bo chyba lepiej masło jeść niż te ich wytwory serkopodobne, bezsmakowe i poprostu bleee) są chyba najlepsze na świecie, słynny śledź jest naprawdę warty spróbowania i smakuje wybornie, ale lepiej przejdźmy do chleba albo tego czegoś, co oni śmią nazywać chlebem. Tego się jeść nie da! To COŚ jest pomiędzy naszą bułką a chlebem tostowym – również razowa wersja!! Bułki są w miarę zjadliwe, ale tylko w miarę (trzeba obniżyć standardy smakowe, bo wtedy przestałoby się już w ogóle cokolwiek jeść). Poszłam do piekarni, moje pierwsze podejście było po pracy….Wyszłam z niczym, bo piekarnia owszem była otwarta, ale żadnego chleba już w niej nie było. Nie wiem, po co uśmiechnięta Pani jeszcze tam stała jak nie miała, co sprzedawać. Zaoszczędźmy lepiej czas i pieniądze podatników, bo skoro nikt już nie dowozi popołudniu chleba to może pozwólmy biednej Pani iść do domu jak już wszystkie bochenki sprzeda! Podejście numer dwa – sobota rano ustawiłam się w kolejce do piekarni. Kolejka była spora, bo tutaj jak kupujesz chleb to od razu mogą ci przyrządzić kanapkę, a ze jak zauważyłam wszyscy tu się kanapkami opychają (w każdej kawiarni i restauracji dostaniesz miliony różnych odmian kanapek – chyba nic lepszego naprawdę nie maja do zaoferowania) to każdy do bułeczki ot tak chybcikiem i kanapeczkę zamawia. W każdym razie miałam czas, żeby wszystko obejrzeć i zadecydować, co biorę. Namierzyłam bułki musli, które jak każde inne trzeba kupić w ilości 5 szt., (bo pojedynczo się nie da!) Podchodzę do lady i pytam się czy te bułki są słodkie. “ Nie, nie proszę Pani te obok są z czekoladą i są słodkie te, które chce Pani są akurat do kanapek” No to wzięłam ich cale 5. Przyjechałam do domu, zadowolona, że zrobię sobie pycha kanapkę (SAMA), kroje bułkę i co widzę………… orzeszki, rodzynki i różne inne słodkości. TA BUŁKA JEST SŁODKA!!!! W każdym razie oddam sprawiedliwość, bułka jest smaczna, ale jako zastępstwo dla drożdżówki, bo z wędliną jej się w żaden sposób zjeść nie da. Jak już przeszłam do wędliny to tylko to określę jednym słowem – ja tu nie kupię żadnej kiełbasy ani żadnego wędliono-podobnego wyrobu! To coś nawet jak wędliną nie wygląda, a ja mam cały zapas z Polski i następnym razem też sobie coś przywiozę i gwiżdżę radośnie na nich ;ppp Przestanę się powoli pastwić nad tym ich jedzeniem wspomnę jeszcze tylko o pomidorach, którym bliżej do kamieni a nie do pomidora. Naprawdę to mi jest ich szkoda a jeszcze bardziej jest mi żal siebie, bo oni nie wiedza, co trącą jedząc te ich okropności a ja dobrze wiem………
z zycia expat: warunki mieszkaniowe
Nie może obyć się bez skomentowania mojego miejsca pobytu…a więc poddasze jest faktycznie małe. I czy ja zawsze marzyłam o tym, żeby mieć pokój na poddaszu?!?! Jasna cholera to ustrojstwo jest najbliżej dachu i jak świeci słońce to mam darmowa saunę - prawie jak all inclusive. Holandia podobno rozwija się od 40 lat, gospodarka ma się dobrze a standard życia jest bardzo wysoki, No cóż szkoda, ze tego nie widać po standardzie ich mieszkań… Zacznę od łazienki…o mało, co się nie przewróciłam jak zobaczyłam stare kafelki, toaletę i coś w ścianie, co się później okazało prysznicem (jakoś nie wpadłam na to, że to prysznic, bo nie ma żadnej kotary ani kabiny o brodziku nie wsponiając) Jak już przeżyłam “szok łazienkowy” przyszła kolej na kuchnię.. Tu o dziwo całkiem nowa i na pierwszy rzut oka przyzwoicie, wygodnie i …… z dobrze zrobiona armatura. Nic bardziej mylącego (w tym miejscu należy wspomnieć, że właściciel mieszkania prowadzi firmę pt. “prawa ręka” i zajmuje się modernizajcą kuchni, domów, i ogólnie pojętym budownictwem!) No well, lodówka jest zabudowana, ale już teraz dykta od drzwi się obsuwa! Pomiędzy nowymi panelami a ścianka kuchni jest taka przestrzeń, ze jeszcze ¼ panelu można wstawić, kable wiją się na szafce i nikt nie pomyślał, że można by je czymś zasłonić. Fugi są tak położone, że nawet ja ogólnie znana lewa ręka do wszelkich domowych prac bym to lepiej zrobiła. Kontakty sa tak przytwierdzone, że czasami boje się je naciskać, bo cholera wie czy mi nie odpowiedzą. Jednym słowem ten dom to jedna wielka fuszerka i u nas nawet w najgorszej ruinie każde mieszkanie lepiej wygląda (zaczynam powoli rozumieć sukces naszych robotników na zachodzie – u nas każdy Pan domu bez specjalnego przygotowania lepiej poradziłby sobie z remontem niż tutaj ktoś, kto jest niby, wyspecjalizowany w tym, co robi! TYLKO POGRATULOWAĆ)
z zycia korporycajnego szczura
Nowy dzień i nowe doświadczenia....Własnie wysyłalismy paczkę DHLem do Anglii.
Do kuriera: - prosimy o wysłanie na podany adres w Cambridge tą paczkę na koszt odbiorcy -yyyyyyyyyyyy a Camcośtam to w Anglii. -?!?!?!? tak w Angli!!!!!!! - yyyy a Angila to w uni?? bo wie Pani jak nie w uni to będzie problem w wysyłką - TAK W UNII!!!!! -yyyyy to ja muszę do szefa zadzwonić i syptać się czy mamy odpowiednie formularze do takiej skomplikowanej wysyłki .
Takie to mamy wyedukowane społeczeństwo. To nic, że ciągle szłyszymy, że po otwraciu rynków, do Anglii wyemigrowało część społeczenstwa. Zawsze znajdzie się osoba nieświadoma w jakim systemie żyjemy. Przerażające jest to, że jest to pracownik firmy kurierskiej, z którym siedzieliśmy godzine zanim szef potwierdził mu, że owszem Anglia jest w uni i tak można na koszt odbiorcy wysłac paczkę.
zycie przeszle: szef oddzialu w akcji "zarzadzenie z centrali"
Well... miał być spokojny dzien w pracy ale.... jak to bywa w firmach sieciowych dzień bez "cennego" zarządzenia centrali to dzień stracony. Dzisiaj do mnie dotarł długo oczekiwany nowy system oceny pracowniczej. Otwieram to cudo i przecieram oczy ze zdumienia. W nagłówku widze imię i nazwisko kolegi z innego odziału, który z tego co wiem do tej pory zajmował się marketingiem w firmie. Cholera ostatnio byłam zajęta, może go do HR przesunęli ?? No nic jeszcze pełna optymizmu zaczynam czytać wytyczne.... JASNA CHOLERA co za głąb to napisał??? Ocena bardzo szczegółowa (ktoś się wysilił się przy jej pisaniu), wszędzie punkciki do przyznania -> tylko jak do cholery mam policzyć zaangażowanie personelu (to ważny punkt oceny)? Szukam w moich podręcznikach ze studiów ale hmm jeszcze nikt nie odkrył jak mam to ocenić. No nic brnę dalej i z każdym słowem jest gorzej. Nie ma wskaźników, które można obiektywnie ocenić ani wywiązywania się z powierzonych zadań, terminowści itp, za to nieobiektywnych czynników jest namożonych tyle, że można z miejsca wywalić mniej lubianego pracownika (może kolega z innego oddziału do tego ma tą ocenę?? - nic dziwnego, że wyniki im lecą na łeb i na szyję. No well, dobrnęłam do końca zarządzenia.. i co.. odkryłam śmietankę... mój kolega jak prawdziwy "father dyrektor" obwieszcza wyniki pracowników co miesiąc na forum! Po raz kolejny dziękuję komu mogę, że mój oddział jest daleko od centrali i poza moim nerwem, jak zawsze takie odgórne zarządzenie wędruje do kosza.... Długo z tymi bezsensami żadna firma by nie pociągnęła.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)