Jestem juz po corocznym evencie jakim jest swiateczny obiad firmowy. Po tegorocznych peturbacjach w koncu poszlismy do mocno przereklamowanej francuskiej restauracji. Po raz kolejny utwierdzam sie w przekonaniu, ze kuchnia francuska nie nalezy do mojej ulubionej, a wielkosc dania jest odwrotnie proporcionalna do jego ceny!
Zamowilismy "suprise menu" co oznacza tyle, ze dostajemy sezonowe dania, ktorych nie ma w menu (moim zdaniem jest to przeglad tygodnia: czyli resztki, ktorych szef kuchni nie wykorzystal i umiejetnie sie ich pozbywa). O ile w zeszlym roku ta formula sie sprawdzila to tym razem niestety nie mialam szczescia. Na glowne danie podano mieso (chyba z krolika), ktore po jednym kesie odlozylam na bok - to nie moj "cup of tea". Caly obiad skladal sie z 4 malych dan po ktorych ciagle bylam glodna. Pozostale dania byly smaczne ale tez bez zadnych fajerwerkow (jadlam lepsze dania w tanszych restauracjach!).
Niespodzianka roku byl fakt, ze we francuskiej restauracji serwowano wloskie wino!! Swiat sie konczy jak juz we francuskiej knajpie francuskiego wina podac nie potrafia...
21 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz