1 maja 2009

viva polonia i nasze bankiety

Profesjonalna wizyta biznesowa w naszym kraju wyglada nastepujaca:

DZIEN PIERWSZY: targi krowie i bankiet…

Dolecielismy do Warszawy i zameldowalismy sie w tym nieszczesnym Marriocie…moim zdaniem ten hotel jest stanowczo przereklamowany! Tzn.. nie ma sie do czego przyczepic, ale jak idziesz do mcdonalda to nie oczekujesz nic wiecej poza mcdonaldem, a jak bulisz taka fortune za pokoj to… moim zdaniem fajerwerkow tam nijak nie bylo (o sniadaniu pozniej ;p), no ale zostawilismy rzeczy i poszlismy na te nieszczesne targi… okazalo sie, ze firma, ktora nas zaprosila w dosc oryginalny sposob sie wystawia. Robia tak mimi restauracje ze szwedzkim stolem i wszystkich zgarniaja na poczestunek. No wiec przyszlismy, usiedlismy i od razu kazano nam zaladowac talerze i nas dokarmiano. To nie bylo takie najgorsze bo jedzenie bylo pierwsza klasa, ale MD zakladu od razu nas sie spytal czy nam nie polac :)))) Nie bylo jeszcze 12! Za pierwszym razem stanowczo sie oparlismy wiec wybralismy sie na obchod targow, jak juz wrocilismy to nie bylo bata.. polowka pojawila sie na stole. Ja “wywalczylam” wino ale TG dostal juz drinka. Chcieli nam dalej polewac ale zrecznie sie wykrecilismy, ze niby zmeczeni itd i sie zwinelismy do hotelu….
Wieczorem mielismy isc na bankiet.
Umowa byla taka:

TG do mnie… Malgosia nie pijemy za duzo bo rano mamy wazne spotkanie.
JA: Wchodzimy, ladnie sie usmiechamy, small talk, dobre wrazenie i po 2 godzinach wychodzimy mowiac, ze jestemy zmeczeni bo poranny lot itd…
Ja sobie wymyslislm, ze jak ok 22 sie zwiniemy to sie jeszcze z Ola zobacze. Mialam do niej zadzwonic przy wyjsciu i ona miala podjechac do centrum na drinka.

To byl plan, a rzeczywistosc….
Weszlismy na bankiet, ktory mial byc z zalozenia sztywna impreza.. a okazalo sie, ze to typowo polska impreza - przysiegam cos jak nasze polskie wesele. Doslownie porwano nas do stolika, naladowanao jedzenia (na dobry podklad;p) i zaczeto nam polewac. Ja popijalam drinki ale nad TG nikt sie nie litowal dostawal 50 jedna po drugiej! Przy pierwszej to sie jeszcze krztusil, ale juz po chwili nabral wrpawy w piciu. Za TG wziela sie jedna laska z dzialu sprzedazy i tak go dziewczyna zakrecila, ze mi o malo co szczeka nie opadla (i nie on sie wcale a wcale nie opieral…wrecz przeciwnie – mr. Professional sie rozkrecil - nareszczie :)))))!! TG bardzo dobrze tanczy, wiec jak ktos mi powie, ze facet jest G to ja juz nigdy w to nie uwierze. Zreszta juz sie troche wyszkolil bo jak po jego KOLEJNYM tancu z piersiasta blondyna (przysiegam faceci sa helpless) mu powiedzialam, ze niezle tanczy to sie tylko usmiechnal i stwierdzil, ze jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiem (bravo, bravo, bravo)

Efekt byl taki, ze ja prowadzilam niezle wstawionego TG do hotelu. HA!
Well to koniec pierwszego dnia… next time.. nasz very important meeting…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz