1 maja 2009

troche techniki i ....

Brawo – już jest po mojej pierwszej transakcji z holenderska karta kredytową. Nie ma to jak wystać się na poczcie tylko po to, żeby odebrać wyczekana kartę kredytowa, (Naprawdę te palcówki maja takie tempo pracy jak nasze. A z tego, co widziałam, to wszystkie operacje są skomputeryzowane wiec w sumie nie bardzo mogę zrozumieć, co zabiera aż tyle czasu!) No, ale mniejsza z tym. Uzbrojona w kartę znalazłam interesujące mnie bilety i zabieram się do płacenia. Nasz przewoźnik ma stronę w moim ojczystym języku wiec bez problemów wklepałam wszystkie potrzebne dane. Czekam na potwierdzenie rezerwacji i co………… nagle zostałam przekierowana na stronę banku, a że karta jest holenderska to wyskoczyły mi napisy po holendersku! Zbladłam, bo zobaczyłam mnóstwo pól do wypełnienia. Nerwowo zaczęłam szukać jakiegoś numeru na infolinię. Uff znalazłam. Dzwonię, a tu oczywiście wszystkie informacje po holendersku. Bla bla bla słyszę, cholera spróbuje wstukać 1 a potem może się ktoś odezwie. Wcisnęłam klawisz i co… kolejne niezrozumiale blabla, tym razem spróbowałam z dwójką (dobrze, ze banki na całym świecie nie udziwniają callcenter i jako tako można się pokapować, o co im chodzi).. pi pii i ..Odetchnęłam z ulga, bo usłyszałam ludzki głos w słuchawce a nie kolejny raz maszynę. ING zbiera kolejne punkty, bo Pani była bardzo pomocna, mimo moich oczywistych błędów w czytaniu (literowałam jej wszystko, co widziałam na ekranie a jeżeli ktoś miał to do czynienia z holenderskim to wie, ze nic nie czyta się tak jak się pisze wiec biedna kobieta musiała mojego seplenienia wysłuchiwać) tłumaczyła mi krok po kroku, co mam wypełnić. Ha! W rezultacie transakcja kupna biletów moja nowa karta zakończyła się sukcesem. Oczywiście teraz należy spłacić ta kartę, ale o tym pomyśle …. Jutro… zupełnie jak Scarlett O’Hara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz