1 maja 2009

przerywnik w Polsce i nasze PKP

No wiec udalo mi sie dowlec bezposrednio z Aleksandrowa do Gdanska. TG stwierdzil, ze bez sensu jest dla mnie krecenie sie po Polsce i on sobie sam poradzi, a ja mam sie pakowac i jechac do domu. Wydawalo mi sie to rozsadnym rozwiazaniem. No wlasnie WYDAWALO. Przysiegam takiej biedy jak w Aleksandrowie to ja w zyciu nie widzialam! A juz nedza na ich dworcu przekroczyla wszelkie granice. No ale przelknelam to wszystko bo w perspektywnie mialam szybszy powrot do domu i panienski Edyty. No wiec czekam na tym obskurnym peronie na pociag. Nadeszla godzina pociagu.. pociagu nie ma. 10 min, 15 min, 20 min.. moja cierpliwosc sie wyczerpala.. zaczelam sie zastanawiac czy w ogole z tego przybytku cokolwiek odjezdza (well to moglobyc cos w rodzaju miejsca pt “jak juz sie tam raz pojawisz to za zadne skarby sie nie wydostaniesz”) no i jeszcze nikt nie zapowiadal zadnego opoznienia. W koncu po 40 minutach pociag przyjechal. Wtelepalam sie z moim bagazem do tego obskurnego wagonu (dobrze, ze sie po drodze do czegos nie przykleilam) i z najwyzszym zdumieniem okazalo sie, ze NA CZAS przyjechalam do Gdanska! Moim zdaniem jest po prostu pomylka w rozkladzie w Aleksandrowie bo jakos nie wyobrazam sobie, ze pociag nadrabia 40 minut opoznienia.
Cala szczesliwa dotarlam do Gdanska i na panienski.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz