Mielismy sie spotkac na sniadanie o 8.00
8.05 – nie ma go
8.10 dalej go nie ma
8.15 cholera on sie nigdy nie spoznia – zadzwonilam do jego pokoju.. Odebral..
JA: “zyjesz???”
ON: “tylko w polowie”
JA; “To zbierz ta zywa polowe na sniadanie bo mamy spotkanie za 45 minut”.
Spotkalismy sie na sniadaniu za te 84 PLN, na ktorym przyssalismy sie do butelki z woda i ledwo co przegryzlismy jakies ochlapy bo zadne z nas nie bylo w stanie zjesc czegokolwiek :))
Doslwonie dowleklismy sie na to mega wazne spotkanie po czym klapnelismy w konferencyjnej i przyssalismy sie do kolejnej butelki z woda. Przysiegam, ze zawsze zamawiamy kawe a tego dnia nie rozstalismy sie z woda nawet na minute. Facet z firmy przyszedl i jak zaczal gadac to nie mogl skonczyc! Ja w polowie spotkania stracilam zdolnosc koncentracji, a glowa mi tak pekala, ze w koncu nie wytrzymalam i poprosilam o tabletke. TexG nie wygladal lepiej. Plan, byl taki, ze po tym spotkaniu mykamy do hotelu na drzemke i wracamy na kolejne spotkanie. Plan pozostal planem bo facet gadal jak nakrecony do naszego 2 spotkania. Mysmy tam siedzieli ledwo zywi i staralismy sie robic jakiekolwiek wrazenie. Teraz probujemy napisac raport ze spotkania ale wychodzi na to, ze kazde z nas pamieta cos innego (nie ma to jak profesjonalny zespol ;pp co nie?). Potem mielismy 2 spotkanie z ludzmi z bankietu. Na szczescie oni byli w takim samym stanie co my i tez siedzieli z butelkami z woda :)Tylko posrednik byl w formie i zdawal sie w ogole nie pojmowac tego co sie obok niego dzieje...
Po spotkaniu, ledwo zywi popedzilismy do hotelu i ja pozegnalam zakupy bo sie walnelam do lozka a TexG pozegnal silownie (polewalam z niego, ze do PL wzial rzeczy treningowe) i tez sie zaszyl w swoim pokoju.
1 maja 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz