1 maja 2009

Moje pierwsze dni w amsterdamskim biurze

W Amsterdamie od poniedzialku na zmiane albo wieje albo leje..joy….
Nie mam plotek firmowych i dluuuugo nie bede miala. Oficjalnie oglaszam, ze trafilam do najnudniejszego biura pod sloncem. Ci ludzie powinni dostac za to medal. Przysiegam! Caly dzien cisza….. chcialam wlaczyc radio to doczekalam sie lypniec wszystkich tutaj! Jak Boga kocham nigdy w zyciu tyle razy na mnie nikt nie lypal jak tutaj w przeciagu jednego tygodnia. Oficjalnie moj kolega stwierdzil, ze oni NIGDY nie wlaczaja radia i na tym sie skonczyla rozmowa. Lunch to jakas mordega. Oni jezeli juz znajduja jakis temat to teraz jest to olimpiada… Jeden kolega usluznie stwierdzil, ze jak chce uczestniczyc w dyskusji to powinnam sie z tematem zaznajomic! No way! Nawet dla wzgledow socjalnych nie zamierzam ogladac tego przedstawienia. Pytanie czy po olimpiadzie beda milczec..hmmmm
Przysiegam..jestem z innego swiata… co ja do diabla tu robie? Ni w 5 ni w 10 do nich nie pasuje.
Jezu, chyba zaczne zapisywac jak uslysze jakis zart i rozmowy inne niz o rachunku zyskow i strat i wierz mi chyba mi papier predzej zolknie niz cos zapisze!
No ale plus dnia (o cudzie! jest jakis plus!) TandSbutG przyszedl w dzinsach a nie w garniturze! Swiat sie chyba zawalil bo Sean sie go spytal czy mu sie z casual piatek nie pomylilo….( a moze to byl ten zart ksiegowych??hmmm)
Ot tak to tutaj wyglada ……..

A ze z kim obstajesz …to takim sie…. Wiec jak po chwili stwierdzice, ze nie ma ze mna o czym gadac to wina obarcz ta grupe dennych ludzi:(((

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz